Alicja Janosz: Idę własną drogą

Zwyciężyła pierwszą edycję popularnego talent show „Idol”. Była na ustach całej Polski, a największe muzyczne autorytety przepowiadały jej wielką karierę. Polską sceną muzyczną jednak nie zawładnęła, ale, jak sama podkreśla, jest szczęśliwa, idąc własną drogą. Na co dzień z mężem i synem mieszka w Kiełczowie i spełnia się m.in. jako trener wokalny współpracując z dziećmi. Niedawno wydała płytę dedykowaną dzieciom. Przed wami – Alicja Janosz.
Ile razy w swoim życiu pytana byłaś o „Idola”? Masz już dość tych powrotów do przeszłości?
– Mnóstwo, ale nie dziwię się, że ludzi to ciekawi, bo to, co przeżyłam, mając 17 lat, było niecodzienne i istotne dla wielu osób, skoro po prawie 20 latach, ludzie wciąż opowiadają mi, z jaką radością oglądali Idola i jak nam kibicowali. Żyję zdecydowanie – tu i teraz – ale za te wspomnienia i doświadczenia jestem niezwykle wdzięczna.
Na twoim punkcie oszalała w tamtym momencie cała Polska. Przeszkadzała ci popularność?
– Nie, ale będąc na ustach całej Polski, czułam presję, której uniesienie było dla mnie trudne. Szybko zorientowałam się, że popularność sama w sobie nie jest wartością i że chcę w życiu czegoś więcej. Na szczęście, zrozumiałam też, że nic nie „muszę“, a wiele „mogę“.
Podobno przez udział w tym programie poróżniłaś się z Kubą Wojewódzkim. Jakie są teraz wasze relacje?
– Mam wrażenie, że podczas konkursu „World Idol” raczej odegraliśmy spontaniczny spektakl. Prywatnie zawsze szanowałam Kubę i nadal tak jest. Miło go wspominam, choć od lat nie mieliśmy kontaktu. Życzę mu z całego serca zdrowia i szczęścia.
Dlaczego bezpośrednio po programie nie zrobiłaś zawrotnej kariery?
– Na sukces komercyjny składa się wiele elementów, zaczynając od dobrych piosenek, a kończąc – po prostu – na szczęściu. Widocznie moja droga jest inna, niż ta, jakiej spodziewałaś się ty, czy ktoś inny, ale inna, nie znaczy mniej wartościowa, czy mniej piękna. Wierzę, że każdy z nas przychodzi na świat w jakimś celu, a doświadczenia pozwalają nam się rozwijać i wzrastać.

„Idol” bardziej ci pomógł, czy przeszkodził?
– Nie da się odpowiedzieć na to pytanie, bo nie znam alternatywnych żyć, które wiodłabym bez „Idola”. Jestem wdzięczna za to, gdzie dziś jestem, a także za wspaniałą przygodę jaką był „Idol”.
Czyli miliony na koncie, wysokie kontrakty z wytwórniami, szybkie samochody – to wszystko Cię ominęło?
– Zdecydowanie tak, poza kontraktem, który latami starałam się rozwiązać.
Niedawno wydałaś płytę dedykowaną dzieciom, która znakomicie przyjęła się na rynku. Tekst piosenki „Goń złego wilka” podobno nucą już swoim pociechom rodzice przed snem. Jesteś zadowolona z tej produkcji?
– Jestem szczęśliwa, że stworzyliśmy płytę ALICJA JANOSZ DZIECIOM z moim mężem – Bartkiem Niebieleckim, który jest współautorem większości piosenek, jakie się na niej znajdują, i producentem krążka. Dostaję niesamowicie pozytywny feedback od rodziców i od dzieci. Po koncertach, jakie całe szczęście, mimo pandemii, zagraliśmy w trakcie wakacji, usłyszałam tak dużo ciepłych słów, że mam absolutną pewność, że warto było nagrać tę płytę. Mnóstwo dzieci już dziś śpiewa z niej piosenki, więc to krążek, który mam nadzieję, tak samo jak piosenki Majki Jeżowskiej, „Dyskoteki Pana Jacka” czy „Akademii Pana Kleksa”, będą śpiewane przez kolejne pokolenia. Zwłaszcza, że staraliśmy się, aby płyta niosła wartości w tekstach, a muzycznie była różnorodna gatunkowo i zrealizowana na wysokim poziomie. Jestem dumna z tego projektu i się w nim spełniam.
Dlaczego płyta dla dzieci?
– Bo jestem mamą, która śpiewa, pisze teksty i komponuje muzykę. Pamiętaj też, że rodzice szukają wartościowych książek, filmów czy piosenek dla swoich pociech. Zatem – stworzenie płyty dla dzieci stało się dla mnie czymś naturalnym – zwłaszcza, że od trzech lat prowadzę warsztaty wokalne dla maluszków i dla młodzieży i to właśnie podczas takich zajęć zaczęłam wymyślać pierwsze motywy, które ostatecznie przerodziły się w piosenki. Muszą ci zresztą powiedzieć, że ich tworzenie było dla mnie ogromną przyjemnością – po prostu czułam, że melodie i słowa czekały, zawieszone gdzieś w powietrzu, na moment, w którym je wyśpiewam.

Prowadzisz również zajęcia muzyczne dla dzieciaków. Lubisz to, czy traktujesz jako sposób na życie?
– Jedno i drugie i… jestem za to bardzo wdzięczna! Wiesz, mogę zarabiać, robiąc to, co sprawia mi przyjemność i to, co realnie rozwija innych.
Tymek śpiewa razem z Tobą?
– Ja mu nie jestem potrzebna! Tymek sam wymyśla swoje piosenki i dużo śpiewa sam z siebie, ale cieszę się, kiedy słyszę, gdy sam z siebie śpiewa też piosenki z naszej płyty.
Twój mąż Bartek jest perkusistą i producentem muzycznym, a ostatnio kręci i montuje wasze teledyski. Człowiek wielu talentów, z którym pewnie łatwiej dzielić pasję?
– Zdecydowanie łączy nas miłość do muzyki. Mamy już swoje przestrzenie i szanujemy także to, co nas różni.
Podobno to również świetny piłkarz…
– Bartek ma swoją grupę kolegów muzyków, z którymi faktycznie spotyka się, żeby pograć. Ale z tego co wiem, Bartek traktuje to, jako dobrą zabawę i sposób na utrzymanie kondycji.
Gracie razem koncerty?
– Czasami razem, a czasem osobno. Bartek gra jako muzyk seseyjny. 5 lat współpracował z Anitą Lipnicką, wcześniej z L.U.C. Na stałę gra z JJ Band’em i ze mną.
Rozpoznają cię dzisiaj ludzie na ulicy? Rozdajesz autografy?
– Tak, wciąż się to zdarza i zazwyczaj to bardzo miłe momenty.

Wrócisz jeszcze z projektem dla starszej publiczności?
– Zdecydowanie TAK! Napisałam 11 piosenek, które czuję, że zrozumieją głównie kobiety, będące na podobnym etapie życia co ja. Gdy już nie chcą marzyć, a realizować marzenia. Gdy już przepracowały przeszłość i zaczynają prawdziwie kochać siebie oraz innych ludzi. To fajny czas, bo jeszcze ma się dużo sił i już czegoś doświadczyło – jest się bliżej siebie. Słucha się wewnętrznego głosu i już się rozumie, że choć czasem nie ma się wpływu na to, co się wydarza, to ostatecznie od nas zależy,jak zdecydujemy i zareagujemy.
Jesteś mega pozytywną osobą. Skąd czerpiesz tyle energii?
– Wierzę, że każda myśl i każde słowo niosą pewien rodzaj energii. Takiej energii, którą produkujemy i którą przyciągamy. Każdy dzień staram się zaczynać od poczucia w sobie wdzięczności, po prostu doceniam to, co mam. Medytuję i ćwiczę jogę. Otaczam się ludźmi, których lubię i z którymi czuję się dobrze. Staram się robić wszystko z czystymi intencjami, uczciwie wobec siebie i innych, bo… wierzę w karmę. Oczywiście, miewam też słabsze momenty, jak każdy człowiek, ale moimi drogowskazami są: wybaczenie, odpuszczenie i miłość i … dobrze mi na drodze, którą one wyznaczają.
Rozmawiała MAŁGORZATA GIZEWETER
FOT. K. ŚWIĄTEK
