FelietonySportWrocław

Strzał od eksperta: jak miałem grać w piłkę, gdy wokół tyle kobiet!

Gdy siadam do pisania, nie bardzo wiem, od której przygody zacząć. Tyle ich było. Może kiedyś wszystkie spiszę w szerszej publikacji. Mam jednak nieodparte wrażenie, że do napisania przede mną jeszcze wyjątkowa historia, dlatego czekam. Ale mam wiele do przekazania. Dzisiaj takie wspomnienie.

Zanim zostałem trenerem, rzecz jasna grałem w piłkę. Rodzicom to nie pasowało, bo byli zdania, że nie utrzymam się z kopania w „gałę”. Byłem jednak uparty i choć kończyłem technikum budowlane, częściej niż na budowie, pojawiałem się na murawie. Grałem na tyle dobrze, że zainteresował się mną Lech Poznań, a w wieku 16 lat miałem za sobą debiut w ekstraklasie. Dla mnie – chłopaka z Jeleniej Góry – to był inny świat. Profesjonalny kontrakt, zainteresowanie mediów, wszelkie warunki do egzystencji. Za pierwszą wypłatę kupiłem sobie włoską skórzaną kurtkę i markowy zegarek. Zawsze lubiłem dobrze wyglądać, a wtedy to były najbardziej pożądane elementy garderoby. Dobrze ubrany, profesjonalnie trenowany, prowadzony pod okiem dietetyka, miałem idealne warunki, by grać i spać. Grać i spać. Grać i spać (zawsze miałem „niedźwiedzi” sen). Grać i… tylko, że ja spałem rzadko.

Tak się złożyło, że Lech zakontraktował wtedy mnie i Marka Platę. (duży talent, niestety już nie żyje). On miał być od dokładnych dośrodkowań, ja od ich wykańczania. Ale jak się później okazało, wykończyło nas zupełnie coś innego. Akademik. Zakwaterowano nas w Akademiku Medycznym w Poznaniu. Pomyślałem w pierwszej chwili – lepiej trafić nie mogłem – jak coś się stanie, mam darmową opiekę medyczną, a poza tym wokół samych kujonów. Szybko jednak zorientowałem się, że przyjdzie mi egzystować wśród samych kobiet. Serio! Ja, wspomniany kumpel i cały Akademik pań. Wyobrażacie to sobie?

Żebyście mnie dobrze zrozumieli. Uwielbiam kobiety. Szanuję. Mam w pewnym sensie do nich słabość. Ale tyle pań w jednym miejscu „zabiło” wtedy moją karierę. Bo ile razy w ciągu dnia możecie pomagać koleżance „przesuwać” szafę w pokoju lub „naprawiać” niesprawny kontakt? Ile razy w środku nocy bylibyście w stanie „wyciszać” muzykę, by okoliczni przedstawiciele służb porządkowych nie musieli interweniować. Na koniec – jak często bylibyście skłonni malować elewację zewnętrzną budynku i regenerować rynnę, by na drugi dzień gospodarz obiektu nie miał podstaw do wystawienia mandatu.

Jesteście inteligentni i doskonale wiecie, co mam na myśli. Młody byłem. Lubiłem zabawę, ale to już było przegięcie. Moi przyjaciele często mi powtarzają, że czerpię garściami z życia. Hedonizm to moja życiowa dewiza. Ale w tamtym czasie zupełnie mi niepotrzebna. Akademik w Poznaniu to było połączenie wakacji na Teneryfie z odlotem statku kosmicznego w misję. I jak ja miałem grać w piłkę?

Podczas jednego z pierwszych treningów Wojciech Łazarek powiedział do mnie: – Masz papiery na granie, ale musisz ciężko pracować, szybko możesz stać się czołowym napastnikiem ligi, jednak po kilku miesiącach zmienił śpiewkę: – Jeszcze nie dojrzałeś do poważnej piłki. Wrócisz do ekstraklasy, ale jak zmądrzejesz! Tymczasem pakuj się i wracaj do domu! (notabene 20 lat później ten sam człowiek zaproponował mi asystenturę w Śląsku Wrocław, gdy kończyłem z graniem).

I wróciłem. Do Piechowic. Najpierw jednak rok nie grałem. Przyplątała mi się kontuzja, potem długo chorowałem. Byłem jak zbity pies. Chciałem kończyć przygodę z piłką, szybko jednak odzyskałem formę w Lechii i po roku kupił mnie Motor Lublin. Kto by wtedy pomyślał, że za parę lat uniosę puchar za mistrzostwo Polski? Ale o tym napiszę w kolejnych odcinkach. Po co teraz o tym wspominam? Bo dziś młodzi piłkarze mają wszystkie argumenty, by grać w piłkę na najwyższym poziomie. Jeszcze lepsze, niż ja miałem. I te Akademiki jakieś bardziej profesjonalne (śmiech!)

Czytam teraz historię Dawida Janczyka i szkoda mi tego chłopaka, bo miał wielki talent! Zabrakło mu jednak w odpowiednim czasie mądrości, silnego charakteru i wsparcia, dlatego nie dostał drugiej szansy od losu! Ja dostałem i ją wykorzystałem. Dzięki uporowi i dążeniu do celu! Dlatego naskrobałem te kilka zdań ku przestrodze dla młodych zawodników! Pamiętajcie, liczy się tu i teraz, bo za chwilę może być już „po śliwkach”! Zróbcie wszystko, co w waszych nogach. Wykorzystajcie szansę. Bo drugiej może nie być…

Janusz Kudyba – ekspert piłkarski stacji Polsat Sport, trener z uprawnieniami UEFA Pro, zdobywca mistrzostwa Europu UEFA Regions Cup z reprezentacją Dolnego Śląska. Jako piłkarz dwukrotny król strzelców zaplecza ekstraklasy, mistrz oraz wicemistrz Polski, zawodnik m.in. Śląska Wrocław. Od października felietonista portalu podwroclawskie.pl.

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close