
Paweł Oszczapiński przed obecnym sezonem objął drużynę WKS-u Wilczyce. Na razie jego zespół spisuje się znakomicie i po rundzie jesiennej zajmuje drugie miejsce w tabeli V grupy B-klasy, ustępując jedynie trzema punktami Burzy Chwalibożyce. Czternaście zwycięstw i jedna porażka – tak wygląda bilans drużyny.
Zanim porozmawiamy o twojej obecnej drużynie, muszę o to zapytać. Gdy grałeś jeszcze w Widawie Kiełczów zdobyłeś wyjątkowego gola przewrotką, który zrobił furorę na youtube i był pokazywany w kilku stacjach telewizyjnych. Pamiętasz tę bramkę?
PAWEŁ OSZCZAPIŃSKI: – Chyba do końca życie jej nie zapomnę. Po pierwsze, dlatego że całkiem nieźle mi to wyszło, po drugie: została po tej bramce świetna pamiątka w postaci filmu. W tamtym okresie nagrywanie meczów to była rzadka praktyka, kiedy mówimy o poziomie A klasy.
Wstrzeliłem się i z uderzeniem, i z przeciwnikiem, który swoje mecze rejestrował (pozdrowienia dla SKRY Wojnowice).
Mogłeś w piłce osiągnąć więcej, czy od razu zakładałeś, że będzie ona jedynie pasją w twoim życiu?
– Największą pasją w moim życiu zawsze był i będzie sport, a w szczególności piłka nożna. Kiedyś bardzo chciałem grać zawodowo – to było moje marzenie. Niestety, w życiu każdego człowieka przychodzi okres nastoletni, który chyba trochę pokrzyżował mi plany. Zabrakło samodyscypliny – człowiek mądrzeje trochę za późno i to chyba zadecydowało w moim przypadku. Stąd mój olbrzymi szacunek do zawodowych sportowców. To ile poświęcają dla swoich marzeń jest godne podziwu. Niemniej marzenia pozostały, może nieco zmniejszyła się skala, ale nie odpuszczam.
Niedawno uzyskałeś uprawnienia trenerskie za to dość szybko objąłeś zespół seniorów. Myślisz, że jesteś już gotowy do pracy w seniorskiej piłce?
– Tak naprawdę uprawnienia trenerskie posiadam parę lat, ale prawdą jest, że praca z WKS-em jest moim debiutem na ławce trenerskiej w piłce seniorskiej. Wcześniej miałem okazję prowadzićdrużynę juniorską, z którą zdobyłem wiele cennych doświadczeń. Dodatkowo należę do osób, które inwestują w samorozwój na każdym froncie, a kiedy inwestycja ta ma miejsce w obszarze swojej największej pasji, jest tylko przyjemnością. Uważam, że na początek to dobry fundament dla trenera. A to czy jestem gotowy, zweryfikuje boisko i drużyna.
Jesteście rewelacją rundy jesiennej, choć wiem, że wasze ambicje sięgają awansu. Uda wam się?
– Zanim objąłem drużynę z Wilczyc, zarząd jasno zakomunikował, że chciałby osiągnąć awans do A-klasy. I taki cel został przede mną postawiony. Świetna, niemal doskonała, runda jesienna, pozwala na głęboką wiarę w to, że nam się powiedzie, że jesteśmy blisko realizacji celu.
Ja jednak stroniłbym od deklaracji na tym etapie, bo przed nami 15 ciężkich meczów. Wierzę, że nam się powiedzie, bo wierzę w swoją drużynę. Żebyśmy jednak mogli się cieszyć z awansu, musimy solidnie przepracować okres przygotowawczy, który za chwilę zaczynamy, a także skoncentrowani przebrnąć przez drugą część sezonu. Może okazać się to niemałym wyzwaniem, bo każdy nasz przeciwnik będzie chciał utrzeć nosa „rewelacji” poprzedniej rundy.
Kto najbardziej cię zaskoczył, a który z piłkarzy rozczarował po zakończonej rundzie?
– Od samego początku mojej pracy w Wilczycach powtarzam, że siłą tego zespołu nie jest jednostka, czy kilku wybitnych zawodników, a cały zespół. I nie mam na myśli pierwszej jedenastki, tylko całą kadrę. To wielki przywilej, kiedy będąc trenerem, musisz się zastanawiać, kogo z dwudziestokilkuosobowej kadry masz powołać do meczowej osiemnastki. A później podczas meczu nie musisz drżeć o to, czy jak wpuścisz kogoś z ławki, to osłabisz drużynę, bo po prostu masz jakość, zarówno na boisku, jak i na ławce. Dlatego pozwolę sobie nie odpowiadać na to pytanie bezpośrednio, bo zwyczajnie takiej odpowiedzi nie mam. Natomiast rzeczy, które pozytywnie mnie zaskoczyły, to niesamowita atmosfera w drużynie, zaangażowanie zawodników w życie klubu oraz tak liczebna kadra, która cały czas się powiększa.
W przerwie między rozgrywkami planujesz wyjazd na zgrupowanie. Gdzie konkretnie chcesz zabrać zespół i po co w zasadzie na tym poziomie okres przygotowawczy w takim wymiarze?
– To prawda, chcielibyśmy pojechać. Jednak określenie tego obozem, jest nieco górnolotnym nazewnictwem. Ja preferuję nazwę wyjazd treningowo-integracyjny. Na tym poziomie rozgrywek, gdzie wszyscy mają pracę i życie prywatne, pojechać gdzieś na dłużej niż weekend to niemal niewykonalne zadanie. Zwłaszcza w liczebności, która by mnie satysfakcjonowała. Dlatego też celujemy w dwa dni, gdzieś w górach. Moim celem jest zagrać tam międzynarodowy mecz kontrolny (jestem na etapie uzgadniania meczu z czeską drużyną, jeżeli obostrzenia na to pozwolą) bądź mecz z lokalną drużyną. Odbyć co najmniej jedną sesję treningową, ale przede wszystkim pobyć ze sobą trochę, zintegrować się – to zawsze buduje drużynę i atmosferę.
Pracujesz na co dzień w logistyce. Pomaga w zarządzaniu zespołem?
– Mówiąc szczerze można się doszukać kilku zależności. Wydaję mi się, że dynamika pracy, a także bardzo częsty kontakt interpersonalny to kwestie, które najbardziej pomagają w pracy trenera.
Przegraliście tylko z liderem i to na samym początku (2:6 – przyp. red.). Burza rzeczywiście jest poza zasięgiem?
– Burza Chwalibożyce to świetny zespół, oparty na kilku graczach z przeszłością w wyższych ligach.
Faktycznie, ulegliśmy im na samym początku. Nie chciałbym szukać wymówek, ale pierwszy mecz sezonu, to wiele niewiadomych. Tak było i tym razem. Spotkanie zaczęło się dla nas wyśmienicie, prowadziliśmy 2-0. Później niestety popełniliśmy kilka błędów, czerwona kartka i skończyło się porażką. Oczywiście winę za wynik biorę całkowicie na siebie, to moje decyzje do tego doprowadziły. Teraz, patrząc z perspektywy czasu uważam, że jesteśmy mocniejsi i bogatsi w doświadczenia. Mam już pewien plan na pierwszy mecz rundy wiosennej i jestem dobrej myśli.
Absolutnie nie uważam, żeby lider był poza naszym zasięgiem. Podejdziemy do tego meczu z dużym szacunkiem do rywala, ale też z wiarą w nasze możliwości. Wierzę, że zrewanżujemy się za jesienną porażkę.
Macie najlepszą obronę w lidze. Mocno stawiasz na ten element gry?
– Moim zdaniem stwierdzenie „ najlepszą obroną jest atak” ma odniesienie w naszej grze. Obrona zdecydowanie nie jest moim konikiem, gdyż sam wywodzę się z formacji ofensywnych. Jednak staram się jej nie zaniedbywać. Ilość straconych bramek to przede wszystkim zasługa świetnie grających obrońców i bramkarzy, ale cegiełkę również dołożyli zawodnicy ofensywni, którzy zwłaszcza w drugiej części rundy zdecydowanie częściej oddalali piłkę od naszej bramki utrzymując ją tam znacznie dłużej.

66 bramek to również dobry wynik po stronie zdobytych bramek. Zespół rokuje dobrze na przyszłość.
– Nie chciałbym wyjść na malkontenta, ale wynik ten spokojnie mógłby być lepszy. Skuteczność to jeden z elementów, który musimy poprawić. Mamy świetnych zawodników, którzy gdy tylko wyregulują celowniki, będą zabójczy na swoich pozycjach. Cieszy natomiast fakt, że aż siedemnastu zawodników naszej drużyny miało swój udział w tym wyniku. To pokazuję, że w Wilczycach nie liczy się kult jednostki, a kult drużyny.
Rozmawiał Łukasz Haraźny
PAWEŁ OSZCZAPIŃSKI (ur. 14.09.1986),
kluby jako zawodnik: Granit Świdwin, Spójnia Świdwin, Widawa Kiełczów, kluby jako trener: Widawa Kiełczów (juniorzy), WKS Wilczyce. Wykształcenie: wyższe (dziennikarz). Żona: Aleksandra. Dzieci: syn Jan