Strzał od eksperta: Pamiętam “Wója” do dziś. Robił show

Dziś nasz felietonista Janusz Kudyba opowiada – jak zawsze w barwny sposób – o wspólnej pracy z Januszem Wójcikiem – byłym selekcjonerem kadry narodowej, zdobywcą srebrnego medalu Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie. Musicie to przeczytać. Zapraszamy!
Widziałem wiele w piłce. Uwierzcie mi. Wiele lat grałem, sporo czasu spędziłem na ławce trenerskiej. Pracowałem z najlepszymi piłkarzami w kraju i współpracowałem z wybitnymi postaciami polskiej myśli szkoleniowej. Wielu miło wspominam, innych chciałbym zapomnieć. Ale współpracy z takim „kolorowym ptakiem” jak Janusz Wójcik nie zapomnę do końca życia. Sorry, to nie była praca. To był show: w myśl zasady „Show must go on!”.
Druga w nocy. Telefon. – Janusz, pilnie do mnie przyjedź. Musimy poddać analizie najbliższy mecz Śląska Wrocław w lidze. Widzę cię za pięć minut! – usłyszałem w słuchawce i wróciłem do łóżka, pewny, że ktoś się pomylił. Gdy na telefonie po raz kolejny pojawił się napis trener Janusz Wójcik, wiedziałem już, że to nie są żarty. – Ale trenerze, jest druga w nocy, jaka analiza? Poczekajmy do rana – wydukałem w amoku, licząc na dyspenzę. Za godzinę byłem u „Wója”. O Śląsku nie zamieniliśmy nawet słowa.
Innym razem pojechaliśmy na mecz do Wronek. Były selekcjoner dopiero rozpoczynał pracę w Śląsku Wrocław, a poza tym przed pierwszym gwizdkiem „serdecznie” przywitał się z byłym asystentem z czasów kadry olimpijskiej z Barcelony, Pawłem Janasem. Do przerwy prowadziliśmy z Amicą 1:0, ale „Wójo” chyba nie do końca zanotował ten fakt i w przerwie z impetem wtargnął do szatni, rugając z góry na dół wszystkich zawodników. Krzyczał wniebogłosy, co jakiś czas, by podgrzać atmosferę, ciskał bidonem o ziemię, aż w końcu przerwał mu Jarosław Bieniuk: – Trenerze, ale to szatnia Amici Wronki!? – nieśmiało powiedział piłkarz. Reakcja selekcjonera jeszcze bardziej mnie zmroziła. – Co z tego? I tak ch… gracie – wrzasnął!
Byłem wtedy jego asystentem. Zdarzało się, że Janusz wyjeżdżał na kilka dni i wtedy za niego prowadziłem zajęcia z pierwszym zespołem Śląska. Kiedyś długo nie wracał. Konsternacja. Gdzie jest „Wójo”? Siedzimy w sali odpraw i czekamy, ale drzwi się nie otwierają. Za kilka chwil kolejny ligowy mecz przy Oporowskiej, a trenera nie ma. Wziąłem więc flamaster i na tablicy rozpisałem skład oraz taktykę na mecz. Omówiłem rolę każdego z osobna na boisku i narysowałem wszystko na dużej kartce białego papieru. Mamy wychodzić, uchyla drzwi Janusz. Patrzy na mnie i na piłkarzy. Potem na tablicę i mówi: właśnie tak dzisiaj zagramy!
Jaki był Wójcik? Pod wieloma względami wyjątkowy. Potrafił odnaleźć się w każdej sytuacji. Świetny motywator? To na pewno! Organizator również, ale do pewnego momentu. Jeszcze przed Olimpiadą w Barcelonie miał ten niepowtarzalny zmysł menadżera, potrafił zadbać o najwyższe standardy funkcjonowania drużyny narodowej (np. Andrzeja Niemczyckiego oddelegował do prowadzenia finansów, co było strzałem w “10”). Pomijam rzecz jasna „witaminy” – o nich najlepiej wypowiedzieć mogą się jedynie zawodnicy – jak choćby Tomek Łapiński, z którym komentuję w telewizji Polsat Sport 1 ligę. A co działo się później? W Śląsku?
Coraz częściej zdarzały mu się słabsze momenty. Bazował na “atmosferce” i słynnym: „kiełbasy w górę i golimy frajerów!”. To działało, ale na krótko. Gdy zawodnicy w szatni słuchali po raz setny, że trzeba „jechać z frajerami” tracili motywację. Hasło powtarzane przy okazji każdego meczu traciło na znaczeniu. Poza tym jego sposób treningu nie zmieniał się, nie ewoluował. Kiedyś „Wójo” przerwał trening, by zrugać zawodników źle wykonujących jego polecenia i przekazał mi na moment konspekt zajęć (którego zresztą zawsze pilnie strzegł przed sztabem). Zerkam na kartkę i czytam: rok 1992 Barcelona, linia ataku: Juskowiak, Kowalczyk i rozrysowane strzałki we wszystkie możliwe strony opisujące styl gry w ofensywie. Coś, co było 9 lat, próbował przenieść na czasy, w których wtedy funkcjonowaliśmy. Pewnie dlatego tak krótko pracowałem z nim we Wrocławiu, poza tym Wójcik nigdy nie gryzł się w język. Czarę goryczy do rozwiązania z nim umowy przelała wypowiedź dla TVN o ustawionych meczach. Taki był. Szczery do bólu. Indywidualista. Momentami „piękny paw” innym razem „czarny kruk”. Niepodrabialny.

Janusz Kudyba – ekspert piłkarski stacji Polsat Sport, trener z uprawnieniami UEFA Pro, zdobywca mistrzostwa Europu UEFA Regions Cup z reprezentacją Dolnego Śląska. Jako piłkarz dwukrotny król strzelców zaplecza ekstraklasy, mistrz oraz wicemistrz Polski, zawodnik m.in. Śląska Wrocław. Od października felietonista portalu podwroclawskie.pl.