RozmaitościSportWrocław

Marcin Kwiecień: moim największym hejterem był listonosz

Jest chyba najbardziej znanym prawnikiem sportowym w Polsce. Na jego biurku leżą kontrakty czołowych piłkarzy ligi, jak również trenerów lokalnego futbolu. Opiekuje się choćby legendą Śląska Wrocław Ryszardem Tarasiewiczem, który zanim na jakimkolwiek dokumencie złoży podpis, oddaje go w ręce Kwietnia. Nic dziwnego, to właśnie dzięki niemu wygrał głośną sprawę ze Śląskiem Wrocław. Z kolei dla Sebino Plaku odzyskał milion euro, a wielu piłkarzy uniknęło dzięki niemu finansowych problemów. Prawnik, menadżer, restaurator. Zapraszamy na wyjątkowy wywiad z człowiekiem, który nie gryzie się w język.

Hipotetyczna sytuacja. Prowadzisz sprawy Leo Messiego. Co mu doradzasz? Zostać w Barcelonie, czy wybrać inny, rozwojowy projekt?
– Zdecydowanie PSG. Piłkarz powinien grać tam gdzie go najbardziej chcą. A teraz najbardziej chce chyba PSG. Poza tym zmiana otoczenia to zawsze pozytywny impuls dla piłkarza. Nie jest zwolennikiem, aby piłkarz grał latami w jednym klubie.

Jak żyjesz z kibicami Śląska Wrocław? Mieli ci za złe, że uszczupliłeś budżet klubu w słynnej sprawie Sebino Plaku…
– Nie miałem nigdy jakichś nieprzyjemnych sytuacji z tym związanych. Chociaż pod artykułami pojawiało się sporo nieprzyjemnych komentarzy. Moment, rzeczywiście, przypomniała mi się jedna historia. Po krótkim śledztwie okazało się, że moim największym hejterem za Plaku był listonosz, który doręczał mi listy do kancelarii i często prowadził ze mną rozmowy na temat Śląska Wrocław.

https://www.youtube.com/watch?v=2nJcTgucXe4

Plaku sam zgłosił się do ciebie, czy ktoś mu cię polecił?
– W 99% klienci w sprawach dotyczących piłki nożnej trafiają do mnie z rekomendacji. Tak było również w przypadku Plaku.

Jakie najbardziej kuriozalne zapisy w kontraktach piłkarzy usuwałeś z umów, by zadbać o ich portfele?
– W większości były to zapisy dotyczące kar umownych lub obniżki wynagrodzenia np. w wypadku obniżenia formy sportowej.

Ryszard Tarasiewicz ma do ciebie ogromny szacunek. Prowadzisz mu sprawy od lat, jaki to człowiek i jaki trener?
– Trener Tarasiewicz to dla mnie klient marzenie. Był moim idolem, kiedy byłem małym chłopcem. Jak miałem bodajże 8, może 9 lat, czyli w połowie lat 80 spotkałem go w hotelu Novotel i poprosiłem o autograf. Trener to przede wszystkim człowiek zasad. I to nie taki, który tylko mówi o zasadach ale który naprawdę ich przestrzega w życiu prywatnym i zawodowym. A proszę mi uwierzyć, że takich jest w polskiej piłce naprawdę niewielu. Trener jest do bólu lojalny wobec swoich piłkarzy i współpracowników. I tego samego wymaga od innych. Ludzi, którym ufa jest naprawdę niewielu. Mam szczęście się do nich zaliczać. A jako trener? Dla mnie to najlepszy trener w Polsce, z całym szacunkiem dla wszystkich innych trenerów, z którymi współpracowałem. I wierzę, że przy odrobinie szczęścia będzie prowadził z sukcesem dobre drużyny.

Gdy pracował w GKS-ie Tychy, zatrudnił na asystenta Tomasz Horwata, ale  podobno dziś żałuje tej decyzji. Mówi się o braku lojalności ze strony Horwata, a wiadomo, że Tarasiewicz wysoko ceni sobie lojalność. Co tam się wydarzyło między panami?
– Tak, jak wspomniałem wcześniej dla trenera Tarasiewicza bardzo ważna jest lojalność współpracowników, którą niestety Pan Horwat się nie wykazał. Niepisaną zasadą jest, że asystent odchodzi wraz pierwszym trenerem. Tutaj tego zabrakło. Nie chciałbym ciągnąć tego tematu, ale to trener Tarasiewicz obdarzył trenera Horwata zaufaniem i dał mu szansę zaistnieć w piłce na poziomie centralnym.

Co teraz dzieje się u Ryszarda Tarasiewicza? Ma jakieś oferty pracy?
– Trener miał kilka ofert w ostatnim czasie. Priorytetem jest dla niego jednak praca w Ekstraklasie lub w klubie 1 ligi mającym aspirację do awansu na wyższy szczebel rozgrywkowy.

Prowadziłeś dużo nietypowych spraw. Która była najbardziej wymagająca?
– Każda jest wymagająca, bo każda wymaga ode mnie dużo cierpliwości i walki nie tylko na drodze prawnej, ale również medialnej. Polska piłka i system rozstrzygania sporów, to system skrojony przede wszystkim pod kluby, a nie piłkarzy i trenerów. Wbrew powszechnej opinii istnieje duża dysproporcja w uprawnieniach klubów i piłkarzy z niekorzyścią dla tych ostatnich. Najtrudniejsza to chyba sprawa Plaku, gdzie PZPN w dwóch instancjach oddalało nasze wnioski o rozwiązanie kontraktu z winy klubu i dopiero Trybunał ds. Sportu w Lozannie przyznał nam rację. Cała sprawa trwała ponad 4 lata. Obecnie taką sprawą jest sprawa Patryka Małeckiego z Zagłębiem Sosnowiec, która pokazuje, jak trudno jest zawodnikowi bronić swojego dobrego imienia w sporze z klubem. Wiele jeszcze się wydarzy w tej sprawie.

Czy polska piłka jest chora?
– Chora może coraz mniej, ale jest specyficzna. Jest to bardzo wąskie środowisko. Problemem są ludzie zarządzający klubami, często przypadkowi oraz duża rotacja na tych stanowiskach. W trakcie trwania sprawy Plaku czyli w ciągu tych 4 lat w Śląsku Wrocław, cztery razy zmienił się prezes. Dziwi mnie również, że pomimo sprawy Plaku cały czas dochodzi w polskiej piłce do zmuszania niechcianych zawodników do rozwiązywania kontraktów bezprawnymi metodami – np. poprzez niewypłacanie wynagrodzenia lub zmuszanie do treningów indywidualnych. Takie sprawy cały czas do mnie trafiają. Nawet teraz taka sytuacja ma miejsce w jednym z klubów Ekstraklasy.

Jesteś restauratorem, prowadzisz wspólnie  z żoną restaurację podkasztanami.com. Jak udało wam się przetrwać w dobie Covidu, wielu mieszkańców gminy Długołęka żałuje, że musieliście zamknąć lokal Pesto w Długołęce…
– Restauratorem to za dużo powiedziane. Po prostu od kilkunastu lat prowadzimy rodzinny biznes, w który zaangażowana jest również moja mama. Ja na tym etapie angażuje się wyłącznie w kwestię dotyczące spraw formalnych związanych z prowadzeniem firmy. Tak naprawdę tradycja prowadzenia działalności gospodarczej jest w mojej rodzinie bardzo długa. Mój ojciec prowadził firmę budowlaną od początku lat 80, a po jego śmierci biznes przejęła moja mama. Obecnie prowadzenie domu weselnego spoczywa przede wszystkim na barkach mojej żony, która prowadzi również blog ślubny. Pesto wymarzyliśmy sobie z żoną już 10 lat temu, kiedy przeprowadziliśmy się do Długołęki. Brakowało nam lokalu, do którego moglibyśmy chodzić i który poziomem nie odstawałby od restauracji we Wrocławiu. Niestety Covid sprawił, że nie mogliśmy ryzykować i pozwolić sobie na utrzymywanie zamkniętej restauracji. Szkoda, bo włożyliśmy w ten projekt wiele czasu i wysiłku.

Jesteś znany również z pomocy innym. Często bierzesz udział w akcjach charytatywnych, licytujesz różne przedmioty, organizujesz kolacje, cały dochód przeznaczasz dla potrzebujących. Lubisz to?
– Po prostu jeżeli jest taka okazja, to staramy się pomagać. Denerwuje mnie obecne pojęcie dobroczynności sprowadzające się do przekazywania dalej postów na FB. Staram się w miarę posiadanego czasu i możliwości finansowych uczestniczyć w takich akcjach. W Pesto wspieraliśmy wiele inicjatyw n.in współpracowaliśmy z Domem Dziecka czy Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej.

Jaki piłkarz najbardziej zaszedł ci za skórę?
– Było kilku takich. W większości są problemy z lojalnością zawodników wobec agentów. Tzn. możesz prowadzić jeden deal od dłuższego czasu, współpracować z zawodnikiem, a na końcu z niewiadomych przyczyn do transferu dojdzie przy udziale innego agenta. Takie sytuacje zdarzają się w tym biznesie bardzo często i niestety decydujący jest tu czynnik ludzki. Na początku takie sytuacje bardzo mnie frustrowały, ale obecnie przechodzę nad tym do porządku dziennego, bo niestety to specyfika branży.

Oprócz opieki prawnej, dbasz również o swoich klientów w aspekcie życiowym. Zdarzało ci się nawracać piłkarzy z problemów alkoholowych lub hazardowych? Tracili majątki?
– Staram się dbać. Niestety jest to bardzo trudne, ponieważ piłkarze wybierają tych, którzy proponują im najbardziej absurdalne rozwiązania. Znam mnóstwo przypadków piłkarzy, którzy  stracili wszystko, co zarobili w trakcie kariery. Szacuję, że takich przypadków może być nawet 40%, kiedy piłkarze po zakończeniu kariery wracają finansowo do punktu wyjścia. Plagi są takie, jak w społeczeństwie. W dużym stopniu dotyczą one ryzykownych inwestycji mających przynieść ogromne zyski, a kończących się utratą środków. Czasami mam wrażenie, że piłkarzy gotówka parzy. Nie mogą trzymać pieniędzy na lokatach lub inwestować ich bezpiecznie w nieruchomości, ale angażują się w absurdalne finansowo przedsięwzięcia.

Czemu akurat piłka nożna?
– Od dziecka byłem zapalonym kibicem. Pochłaniałem całą dostępną prasę sportową. Jako dziecko mieszkałem na Hallera i często oglądałem Śląsk z Górki Pafawag. Jakoś na początku studiów wymarzyłem sobie, że moja praca będzie powiązana z moją pasją. Nawet pracę magisterską pisałem o klubach piłkarskich. Kibicowsko najlepiej wspominam czasy gry Śląska w trzeciej a następnie drugiej lidze. Niestety praca w tej branży skutecznie leczy z kibicowania. Bardzo trudno mi teraz kibicować jakiejś konkretnej drużynie. Poza Reprezentacją Polski, kibicuję drużynom w których grają moi piłkarze oraz tym, gdzie trenerem jest Ryszard Tarasiewicz. Dlatego ostatnio aktywnie kibicowałem Miedzi Legnica i GKS Tychy.

Rozmawiał (red)

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close