Wojciech Maciąga: serce mam po lewej stronie

Każdy mieszkaniec Wilczyc – a i zapewne większa część gminy Długołęka – zna go doskonale. Sołtys, prezes lokalnego klubu, gminny aktywista, ojciec dwóch córek i mąż. Z Wojciechem Maciągą rozmawiamy o zbliżających się wyborach parlamentarnych, lokalnych problemach jego mieszkańców oraz… niepohamowanej miłości do sportu.
27 miejsce (przedostatnie) na liście „Lewicy” (lista nr 3) to propozycja twojej osoby. Za tobą pozostaje jedynie Katarzyna Lubiniecka-Różyło (Wiosna), a przed tobą znajduje się wyjątkowy mix kandydatów na posłów z SLD, wspomnianej Wiosny, PPS, czy Partii Razem. Różne osobowości, ale jeden cel. Na jaki wynik liczycie?
– Każdy z KW liczy na wygraną, jesteśmy realistami i mamy nadzieję na minimum trzeci wynik wyborczy, chcemy być trzecią siłą w parlamencie, tak jak powiedział nasz współprzewodniczący – Włodek Czarzasty – chcemy współrządzić, czyli mieć realny wpływ na naprawę Rzeczypospolitej po ośmiu latach rządów PIS.
Od lat wierny jesteś postulatom lewicowym. Skąd ta miłość do tej strony sceny politycznej?
– Wszytko zaczęło się 1993 roku, kiedy po 4 latach rządów postsolidarnościowych nastąpiły rządy lewicy. Historia różnie ocenia ten okres, nam w domu zaczęło żyć się lepiej. Nie ukrywam, że duży wpływ na moje poglądy mieli moi rodzice. Oboje zawsze wpierali mi szacunek do drugiego człowieka bez względu na płeć, wyznanie, poglądy, orientację seksualną, czy kolor skóry. Kropką na „i” był Aleksander Kwaśniewski, to po wygranej w 1995 roku zapisałem się do SDRP, aby później zostać członkiem młodych Socjaldemokratów, a następnie członkiem zarządu Frakcji Młodych.
Polityk, który twoim zdaniem zrobił najwięcej dla kraju, to? I dlaczego Aleksander Kwaśniewski…
Aleksander Kwaśniewski był przywódcą, za którym poszła rzesza ludzi i silnych nazwisk – Józef Oleksy, Jerzy Szmajdziński, Włodzimierz Cimoszewicz czy wybitni ekonomiści Marian Belka, Grzegorz Kołodko – nie zapominając o kobietach lewicy. Wszyscy zaufali Kwaśniewskiemu i wspólnie wprowadzili Polskę do NATO i Unii Europejskiej. Bez wspólnoty lewicowej i współpracy, bez wspólnego wsparcia, nie dokonali by tego.
Nie ukrywam, że duży wpływ na moje poglądy mieli moi rodzice. Oboje zawsze wpierali mi szacunek do drugiego człowieka bez względu na płeć, wyznanie, poglądy, orientację seksualną, czy kolor skóry
Kogo dziś można mianować na lidera Lewicy, bo chyba trudno wskazać jedną osobę. Włodzimierz Czarzasty?
– Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Włodzimierz, czy Robert, są dziś współprzewodniczącymi i to oni są twarzami i liderami Nowej Lewicy. Pamiętajmy jeszcze o Adrianie Zandbergu. Każdy z nich jest liderem, z drugiej jednak strony, dziś przed wyborami każdy z nas ma swoją jedynkę na liście, na mojej liście jedynką jest Krzysztof Śmiszek i to on w naszym okręgu nr 3 jest liderem. Nie zapominajmy o politykach, którzy – mimo że nie wspierają teraz Nowej Lewicy – to jednak są z nią identyfikowani, mam tu na myśli: Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza, czy startującą z list KO Barbarę Nowacką.
Język debaty publicznej przybiera coraz bardziej poziom rynsztoku. Zgodzisz się i czy masz jakiś pomysł, jak to zmienić?
– Rynsztok, to zbyt delikatne określenie, to jest szambo, które coraz bardziej wybija. Z przykrością stwierdzam, że nie zmienimy tego, kłócimy się ze sobą od wieków i na ten moment, nic tego nie zmieni. W kwestii różnic poglądowych kłócimy się w domu przy stole, brat staje przeciwko bratu, mąż przeciwko żonie, syn przeciwko ojcu. Tak nie powinno być. Cytując Włodzimierza Czarzastego – „w polityce nie ma miłości, ale rozmawiając kulturalnie, dajemy przynajmniej przykład młodym ludziom, jak powinni rozmawiać ze sobą ludzie na poziomie”, życzyłbym sobie większej normalności. Ale jak ma być normalnie, skoro dziennikarz TVP podczas niedzielnego spotkania wyzywa polityka opozycji od chamów.
Rynsztok, to zbyt delikatne określenie, to jest szambo, które coraz bardziej wybija. Z przykrością stwierdzam, że nie zmienimy tego, kłócimy się ze sobą od wieków i na ten moment, nic tego nie zmieni.
Porozmawiajmy o twoich pomysłach na lepszą Polskę. Co chciałbyś zmienić jako poseł?
– Oczywiście, oboje wiemy, że dostać się nie będzie łatwo, natomiast mam nadzieje, ze czytelnicy poznając mnie bliżej, oddadzą na mnie swój głos podczas tegorocznych wyborów popierając Lewicę lub podczas przyszłorocznych wyborów samorządowych. Jako Poseł będę wspierał projekt ustawy wydłużającej urlop do 35 dni w skali roku i skrócenie czasu pracy do 35 godzin tygodniowo, co spowoduje, że więcej czasu będziemy spędzać z rodzinami, a to w dzisiejszych – zwariowanych czasach – bezcenne.
Uważam, że należy zastanowić się nad tym, aby z rosnącym wiekiem Polaków liczba godzin pracy malała, np. dla osób 50+/55+ było to 6 godzin dziennie a urlop dla wszystkich po wydłużeniu do 35 dni nie powinien trwać (zgodnie z art 162 ustawy z czerwca 1974 roku) 14 dni kalendarzowych a 21 dni kalendarzowych. Wymaga to oczywiście analiz i precyzyjnych wyliczeń.
Jak wspomniałeś wcześniej mam niepohamowaną miłość do sportu, dlatego tez uważam, że należy zwiększyć nakłady na sport dla najmłodszych. Ta dziedzina życia uczy wspólnoty, systematyczności i dyscypliny. Należy wspierać uczniowskie kluby sportowe, jak również drużyny z niższych klas w każdej dyscyplinie sportu, oczywiście są dotacje i wsparcie niektórych gmin w Polsce (za co dziękuje gminie Długołęka), ale pomoc powinna być odgórna.
Górnolotnie, czy populistycznie, mógłbym powiedzieć na koniec – poprawa służby zdrowia, (to mówią wszyscy). Lewica ma oczywiście konkretny plan. Natomiast jako kilkuletni pracownik prywatnej i państwowej służby zdrowia, widzę te różnice od środka.
Podam przykład – należy zrobić wszystko, aby każda kobieta miała godny i bezbolesny poród, a każda rodzina, która nie może mieć dzieci, powinna mieć dofinansowanie do zapłodnienia metodą in-vitro.
Dobrze, że masz wyraziste i jasne poglądy, o których otwarcie mówisz, to w świecie polityki rzadkość, ale znany jesteś również z działalności lokalnej – stoisz na czele stowarzyszenie wilczyckiego sportu, który zrzesza kilka dyscyplin – piłkę nożną, kolarstwo, siatkówkę. Która dyscyplina jest najbliższa twojemu sercu?
– Piłkę nożna uwielbiam, ale jej nie uprawiam, nigdy nie miałem drygu do futbolu, w przeciwieństwie do mojego taty. Natomiast kolarstwo i triathlon to moje miłości. W tym roku już 5 rok z rzędu starowałem w cyklu Bike Maraton i ukończyłem już jeden triathlon na dystansie ¼ IM i dwa cross triathlony).
należy zrobić wszystko, aby każda kobieta miała godny i bezbolesny poród, a każda rodzina, która nie może mieć dzieci, powinna mieć dofinansowanie do zapłodnienia metodą in-vitro.
Osiągnęliście w siatkówce znakomite wyniki. Awans do drugiej ligi, to chyba dla gminy ogromna promocja?
Wszytko co robimy na każdym poziomie rozgrywek bez względu na dyscyplinę jest promocją Wilczyc i gminy Długołęka. Mam szczęście do ludzi, którzy ze mną współpracują, to jest sukces nas wszystkich gdyby nie oni, to nie byłoby tych sukcesów.
Za sukcesami idzie też coraz większe finansowanie. Jak udaje wam się spiąć budżet, który zapewne oscyluje w granicach 100 tysięcy złotych.
Nie wiem, ale się udaje (śmiech). A tak poważnie, to efekt wsparcia gminy Długołęka, lokalnych partnerów oraz ogromnego zaangażowania wielu osób i własnych środków finansowych.
Jak się ma sekcja kolarska?
Rozwijamy się i rośniemy w siłę. Nasze szeregi wzmocnili zawodnicy z Jelcza Laskowice, Oławy, Wrocławia czy Środy Śląskiej. Regularnie startujemy w rożnych zawodach. Mamy w swoich szeregach również ultra maratończyków rowerowych, triathlonistów i maratończyków.
Na uwagę zasługuje niesamowity wyczyn naszego zawodnika Arka – mieszkańca Długołęki – który ukończył Nort Cap 4000 Km.
Uruchomiliście też piłkę kobiecą. Fajny projekt…
– To akurat nie moja zasługa, to dobra praca ludzi, z którymi współpracuję. Kolejnym pomysłem jest aktywizacja i integracja lokalnych mieszkańców podczas pikników piłkarskich, które odbywają się przy okazji meczów domowych. Będzie rodzinnie i sympatycznie.
Piłkarze ostatnio nieco zawodzą, ale podobno trener Paweł Oszczapiński ma nadal u ciebie wotum zaufania…
– Zaczęliśmy trzeci sezon w A-klasie od porażek, ale mamy nowych zawodników, mnóstwo kontuzji, zawodnicy powoli zaczynają wracać. Niejeden kryzys przezwyciężyliśmy, a ja wierzę w chłopaków i w to, że wyjdziemy z impasu. Paweł jest bardzo dobrym trenerem, i ma u mnie pełne zaufanie.
Zostawmy sport. Jako sołtys mierzysz się na co dzień z wieloma problemami, jaka jest największa bolączka dziś waszej miejscowości? Zbyt mała szkoła w stosunku do przybywających mieszkańców? Infrastruktura drogowa?
– Oczywiście, szkoła jest mała, ale ruszyła jej rozbudowa i wkrótce problem zniknie, potrzeba teraz cierpliwości. Brak bezpiecznego przejścia np. z ul. Familijnej w kierunku Szkoły, z ul. Łąkowej do chodnika na Dworskiej. Mamy kilka ulic, gdzie należy wylać dywanik asfaltowy. Brakuje wiat autobusowych i wywyższonych przejść dla pieszych na ul. Wrocławskiej. Dużym problem są autobusy w godzinach porannych, które są przepełnione i często nie zabierają pasażerów, albo w ogóle się nie zatrzymują. Brakuje nam placów zabaw, mamy jeden na boisku sportowym, postawiliśmy teraz z Funduszu Sołeckiego kolejny element, ale to wciąż za mało. Dążymy do tego, aby kolejny duży plac zabaw powstał przy ul. Borowej, czy na Kątach Wilczyckich. Czekamy na realizację kontynuacji chodnika łączącego Wilczyce z Kiełczowem. Brakuje nam bezpiecznej ścieżki rowerowej wzdłuż ulicy Wrocławskiej i chodnika z drugiej strony. Brakuje drugiego bezpiecznego przejścia z osiedla Małe Wilczyce na Gminny/Wilczycki obiekt sportowy mieszczący się przy ul. Leśnej w Kiełczowie. Rzecz jasna są też problemy indywidualne, zaczynając od tego, że co jakiś czas woda zalewa dom jednego z naszych mieszkańców podczas ulewnych deszczów, czy też pies sąsiada za głośno szczeka. Nie wspomnę o kurze, która ucieka przez dziurę w płocie i rozdrapuje korę pod tujami. Niektórzy pewnie uśmiechną się z politowaniem, a dla sołtysa, to chleb powszedni.
Rzecz jasna są też problemy indywidualne, zaczynając od tego, że co jakiś czas woda zalewa dom jednego z naszych mieszkańców podczas ulewnych deszczów, czy też pies sąsiada za głośno szczeka. Nie wspomnę o kurze, która ucieka przez dziurę w płocie i rozdrapuje korę pod tujami. Niektórzy pewnie uśmiechną się z politowaniem, a dla sołtysa, to chleb powszedni.
Będziesz kandydował na sołtysa Wilczyc w kolejnych wyborach? Chodzą głosy, że masz ambicje bycia radnym…
– Tak, jak obiecałem podczas wyborów 4 lata temu, będę kandydował. Bycie radnym w gminie czy w starostwie powiatowym nie przeszkadza mi w pełnieniu funkcji sołtysa.
Rozmawiał
Paweł Kościółek
