Festynowa obietnica

W Kamieńcu Wrocławskim przy ul. Festynowej stoją dwa bloki, przed nimi kilka zaparkowanych samochodów, co jakiś czas przemyka ktoś z puszką farby pod pachą lub drabiną zawieszoną na ramieniu. Wokół bałagan, wewnątrz spokój i cisza. A nad wszystkim unosząca się irytacja.
Jeszcze kilka lat temu w tym miejscu stał duży baner firmy developerskiej APP, informujący o możliwości zakupu mieszkań w dość atrakcyjnej cenie. Świetna lokalizacja, dobre warunki do życia, z jednej strony spokój i cisza, z drugiej szybki dojazd do Wrocławia. Nic dziwnego, że znalazło się wielu chętnych, którzy postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym – zakup przestronnego mieszkania w urokliwej okolicy za dobrą cenę. Termin realizacji inwestycji też zachęcał – marzec 2019 r. Mieszkania wyprzedały się w większości przypadków jeszcze przed wybudowaniem bloków, ludzie pobrali kredyty, wpłacili zaliczki, część z nich zapłaciła z góry i czekali. Czekali, czekali i… nadal czekają!

Będzie Pan zadowolony
Piotr Wawrzycki właściciel firmy developerskiej, która odpowiedzialna była za inwestycję, nie wykonał jej w obiecanym terminie. Co gorsza, nie uzyskał niezbędnych pozwoleń na jej użytkowanie. Jak to wszystko tłumaczył: – Sytuacja jest bardzo prozaiczna i nie mamy na nią wpływu. Firma Tauron spóźniała się z 1,5 roku z przyłączeniem prądu, a firma G.EN. Gaz Energia osiem miesięcy – zrzucał na łamach Gazety Wyborczej odpowiedzialność na firmy zewnętrzne Wawrzycki. Nam niestety nie udało połączyć się z Panem Piotrem, nie odpowiedział też na wysłaną wiadomość (zapraszamy w każdym momencie). – Jak odbierze, usłyszy Pan te same teksty, co my. Że już niedługo, że za dwa tygodnie, a w ogóle to będzie Pan zadowolony. Jak w skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju – irytuje się mieszkaniec Piotr, który do tej pory nie może urządzić swojej inwestycji. – Na co dzień korzystam z gościnności rodziców., ale nie wszyscy mają taką sytuację. Muszą na przykład wydawać kolejne pieniądze na wynajem – dodaje.

Z kredytem i problemem
Większość osób kupujących mieszkania w Kamieńcu wzięła je na kredyt hipoteczny. Ponieważ nie mają aktu własności, cały czas muszą spłacać bankom wyższe zobowiązania. – To koszmar, na przestrzeni roku straciliśmy już kilka tysięcy złotych, a w odpowiedzi usłyszeliśmy, że jak nas nie stać, to nie powinniśmy zaciągać pożyczek – denerwują się lokatorzy. Jak twierdzą, to nie jedyne ich straty, gdyż developer w dalszym ciągu nie jest w stanie naprawić usterek widocznych gołym okiem zarówno na zewnątrz budynku, jak i wewnątrz. – Mokre ściany, nierówności w mieszkaniach, usterki na elewacji zewnętrznej, wyraźne różnice w pionach, miejscami popękane ściany. Wszystko robione najtańszym kosztem i siłą roboczą – wylicza Piotr. Dodaje, że gdy przypadkiem spotyka developera i przypomina mu o problemach, ten ma stałą strategię odpowiedzi – Jeszcze dwa tygodnie i wszystko będzie dobrze. Ale nie jest.


Co dalej?
Nie wiadomo. Piotr Wawrzycki zapewne nadal będzie próbował unikać odpowiedzi na trudne pytania, a wszyscy wokół bezradnie rozkładać ręce, że nic się nie da zrobić. Bo COVID, bo dokumentacja, bo trudna relacja… Sprawą zainteresowały się już ogólnopolskie media oraz kilku prawników. Co z tego, skoro najmniej zainteresowani są ludzie, którym powinno najbardziej zależeć. – Za dwa tygodnie, zaraz, będzie Pan zadowolony!? Brzmi, jak „festynowa obietnica”, rzucona przez rodzica do natrętnego dziecka, ciągle proszącego o watę cukrową.
A najbardziej w tym wszystkim szkoda ludzi. I ich pieniędzy!






