
Burza Godzieszowa bez wątpienia jest rewelacją rundy jesiennej rozgrywek wrocławskiej klasy okręgowej. Na półmetku rozgrywek podopieczni Marcina Mroza zajmują wysokie 4 miejsce i do premiowanego awansem drugiego miejsca tracą zaledwie 5 oczek. Czy stać ich na awans, jaka panuje atmosfera w szatni i kiedy Burza wróci na swój obiekt? M.in. na te pytanie odpowiedział trener Burzy.
Przyznam szczerze, że po pierwszym meczu sezonu z Pogonią Oleśnica wysoko przez Was przegranym (2:6 – przyp. red.) nie spodziewałem się tak dobrego wyniku na finiszu rundy jesiennej. Co wtedy sobie myślałeś?
MARCIN MRÓZ: Inauguracja sezonu z tak mocnym przeciwnikiem, jak Pogoń, przyszła za szybko. Liczyłem po cichu na pauzę w pierwszej kolejce. Trudności w przygotowaniach do nowego sezonu jak i absencja dwóch podstawowych środkowych pomocników (K. Małecki, K. Baś) w pierwszym meczu tak naprawdę zmusiły mnie do przesunięcia kilku zawodników na inne pozycje. Uznałem, że nie będę zmieniał ustawienia w sparingach tylko pod jeden mecz. Wracając do meczu, to wynik jest inny, niż gra mojego zespołu. Tak naprawdę osoby, które były na meczu, nie mogą powiedzieć złego słowa na chłopaków. Do momentu straconej bramki (samobój), to my mieliśmy więcej klarownych sytuacji w meczu, niż Pogoń. Goście oddali w tym meczu 7 strzałów, z czego 5 znalazło drogę do naszej bramki. W pewnym momencie doszliśmy Pogoń na 2:3… w momencie przewagi głupi faul w narożniku pola karnego spowodował, że przegrywaliśmy już 2:4. Dalsza część meczu to konsekwencja otworzenia gry i chęci wyrównania. Porażka z Pogonią była wliczona w moją kalkulację przed sezonem. W szatni powiedziałem, że mają wyjść i pokazać się z jak najlepszej strony. Nie ciąży na nich żadna presja wyniku.
Waszą siłą niewątpliwie jest kolektyw, nie wiem, czy się zgodzisz, ale nie macie wyjątkowych indywidualności. Kilku piłkarzy co prawda ma na swoim koncie bogatą przeszłość piłkarską – jak choćby ty – jednak nie są to zawodnicy, którzy w pojedynkę byliby w stanie rozstrzygnąć losów meczu.
MM: Niewątpliwie siłą naszego zespołu jest kolektyw i atmosfera. Przez okres około 3 lat, jak jestem trenerem w klubie, staram się utrzymać zespół i dobierać zawodników w taki sposób, aby to wszystko później fajnie funkcjonowało i stanowiło jedność! Indywidualności nie ma, ale jest choćby Kuba Małecki, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego rola jest nieoceniona. Niestety kontuzja kolana odniesiona w meczu z Sułowem, przekreśla możliwość jego grę na wiosnę.
Przegraliście do tej pory zaledwie 3 mecze. Uważasz, że jesteście w stanie na wiosnę włączyć się do walki o awans?
MM: Tak, porażki z Pogonią , Wierzbicami były zakładane przed sezonem, natomiast ta z Marszowicami już nie. Mecz przełożony, warunki atmosferyczne, stan boiska (dzień wcześniej grała Iskra), goła jedenastka i oczywiście rewelacyjna postawa bramkarza Gości M. Mazura sprawiły, że ponieśliśmy trzecią porażkę w sezonie.
Przed sezonem określiłem cel. Pierwsza piątka! Nie myślę o awansie w tym sezonie! Będę przygotowywał zespół do każdego meczu tak samo. Mamy grać agresywnie, szybko i ofensywnie. Tak naprawdę przed sezonem, który jest historyczny dla klubu (nigdy wcześniej Burza nie grała w tej klasie rozgrywkowej) wiele osób ze środowiska mówiło, że awans był przy zielonym stolik i… spadniemy z hukiem z tej ligi bo jesteśmy za słabi. Lubię takie komentarze słuchać i czytać. To mobilizuje mnie do działania. Jestem pewien, że tylko osoby związane z klubem tj. prezes Adam Sikorski, kierownicy Mariusz Mazur i Łukasz Zimkowski oraz najwierniejsi kibice -liczyli na dobry start i dobre miejsce w końcowej tabeli.
Z którymi zespołami rywalizowało wam się najtrudniej?
MM: Żórawina, Solna i Międzybórz
Pierwszy – wygrana 1:0 po bardzo ciężkim i pełnym meczu walki. W pozostałych dwa remisy, to były chyba nasze najsłabsze mecze, oczywiście nie ujmując nic przeciwnikowi. Z Solną przegrywaliśmy już 0:3, a z Międzyborzem 1:4. Z jeden strony w obu tych meczach pierwsze połowy należy uznać za przespane, a w Międzyborzu to nawet 55 minut. Mimo tego zespół pokazał charakter i doprowadził do wyrównania.
Łączysz pracę pierwszego trenera z grą na boisku. To w dzisiejszych realiach ma w ogóle sens? Coraz więcej trenerów odchodzi od tego modelu…
MM: Nie. Od samego początku było jasne, że moje miejsce jest w budzie. Sytuacja kadrowa w trakcie sezonu sprawiła, że musiałem usiąść na ławce w stroju, a w niektórych meczach grać od pierwszej minuty.
Trenerka to pomysł na życie? Chciałbyś się w tej dziedzinie rozwijać? Masz dobre wzorce, jak choćby Ireneusza Mamrota, dziś pracującego w Arce Gdynia, a niegdyś trenującego cię w Wulkanie Wrocław. Macie jakiś kontakt, dzwonicie do siebie?
MM: Jak na razie to nie, praca w straży pożarnej jest moim głównym źródłem dochodu. Trenerka to pasja. Oczywiście, że się chcę rozwijać. Nieustannie szukam nowych rozwiązań, modyfikuje już istniejące, wszystko tak, aby pasowało do mojej drużyny. Myślę, że zdobycie licencji UEFA PRO jest dla wielu marzeniem. Jeśli chodzi o Irka, to fakt, miałem przyjemność pracować z nim w Wulkanie 5 lat i w Trzebnicy 1,5 roku. Teraz o kontakt jest trudno, zdaję sobie sprawę, że praca na poziomie pierwszoligowym wymaga nieustannego zaangażowania, stąd nie mamy na co dzień kontaktu. Chciałbym jednak kiedyś wypełnić pod okiem Irka staż. Złożyliśmy sobie wzajemnie życzenia Świąteczne, więc zapewne za jakiś czas się do niego odezwę.
Wracając jeszcze do drużyny. Pojawi się ktoś nowy w rundzie rewanżowej w waszych szeregach? Tylko – błagam – bez dyplomatycznych tekstów, że za wcześnie na nazwiska.
MM: Pomidor. Mogę powiedzieć na razie tylko tyle, że z wypożyczenia wraca Wojciech Ziółkowski.
Który z piłkarzy zaskoczył cię pozytywnie w tym sezonie, a który wypadł zaskakująco słabo?
MM: Cały zespół zasługuje na pochwałę, aczkolwiek wzmocnienia przed sezonem okazały się strzałami w dziesiątkę!
Byłeś bardzo solidnym piłkarzem, dotarłeś na poziom trzecioligowy, choć mówiło się o tobie, że jesteś w stanie grać wyżej. Swego czasu interesował się tobą nawet Śląsk Wrocław, co zatem się stało, ze na Oporowską nie trafiłeś, ale tez nie zagrałeś choćby na zapleczu ekstraklasy?
MM: Solidnym zawodnikiem, a nie piłkarzem. Osobiście o zainteresowaniu ze strony Śląska Wrocław nigdy nie słyszałem, być może gdzieś w kuluarach się o tym mówiło. Czy mogłem osiągnąć więcej? Nie wiem, może tak, a może nie. Od 2004 roku jestem strażakiem, a futbol zawsze traktowałem jako pasję.
Rundę jesienną rozgrywaliście gościnnie w Pasikurowicach , ale podobno na wiosnę macie wrócić na swój obiekt, który przeszedł gruntowną modernizacje. Nowe trybuny, wymieniona murawa, lifitng zaplecza szatniowego. Cieszycie się już na powrót?
MM: Tak, nasz obiekt już teraz prezentuje się znakomicie. Nie możemy się doczekać kiedy zagramy pierwszy mecz u siebie. To wszystko związane jest z odbiorami i pozwoleniem firmy, która wykonała renowację murawy. Poczekamy, aż będziemy mieli 100% gwarancji na grę. Nieocenioną rolę w tym tak dużym projekcie odegrała gmina Długołęka! Bez funduszy i wsparcia wójta i gminy dalej byśmy biegali po nierównym boisku. Kibice będą mogli w końcu usiąść na prawdziwej trybunie! Cieszę się, że ciężka praca zarządu klubu na czele z prezesem Adamem Sikorskim i kierownikiem Mariuszem Mazurem w połączeniu z wynikami osiągniętymi przez zespół zostały docenione przez gminę. Czekamy jeszcze na nowe szatnie i wtedy będzie można pomyśleć o nowym sezonie. Mam nadzieję, że na otwarciu stadionu będę mógł podziękować wójtowi oraz osobom zaangażowanym w ten projekt osobiście. Korzystając z okazji chciałbym zaprosić do współpracy z naszym klubem prywatnych inwestorów, którzy chcieliby pomóc w rozwoju i osiągnięciu jeszcze lepszych wyniki sportowych.
Rozmawiał Łukasz Haraźny