
Przy okazji meczu Foto-Higieny Gać z LKS-em Goczałkowice udało nam się porozmawia chwilę z Łukaszem Piszczkiem. Były reprezentant Polski nadal wzbudza olbrzymie zainteresowanie wśród kibiców. Jeszcze długo po końcowym gwizdku pozował do zdjęć oraz rozdawał autografy, znalazł również czas, by porozmawiać z naszą redakcją.
Gratulacje dzisiejszego zwycięstwa i kompletu punktów, choć musi pan przyznać, że dość szczęśliwie zapisujecie 6 oczek na koncie po dwóch kolejkach, ponieważ za pierwszy mecz ze Ślęzą Wrocław otrzymaliście walkower, a mecz z Gacią powinien zakończyć się remisem. Gospodarze mieli przynajmniej trzy okazje do wyrównania, w pewnym momencie desperacko wybijaliście piłkę z linii bramkowej?
ŁUKASZ PISZCZEK: – Piłka nożna, to gra szczęścia, wie pan? Szczęście jest jej nieodłącznym elementem i sprzyja lepszym.
Tak, znam te slogany na pamięć, wolałbym jednak żebyśmy nie szli w stronę retoryki: piłka jest okrągła, a bramki są dwie, bo mam jeszcze trzy pytania, a jedno już zmarnowałem, damy radę konkretnie?
– (śmiech) jasne. Zdajemy sobie sprawę, że nie będzie nam łatwo w żadnym meczu, tym bardziej, że Foto-Higiena dobrze zaprezentowała się w meczu z nami w poprzednim sezonie i bardzo dobrze gra z kontrataku. Czy szczęśliwie? Wie pan, my mieliśmy też swoje sytuacje, koniec końców my musimy takie trudne pojedynki przepychać na swoją korzyść i to się dzisiaj udało. Myśli pan, że za dwa miesiące ktoś będzie pamiętał, że wygraliśmy szczęśliwie? Nikogo już to nie będzie obchodzić. Sytuacja ze Ślęzą? Jeśli przeciwnik popełnia błąd, który skutkuje walkowerem, to w mojej opinii, to nie jest szczęście, tylko konsekwencja złamania przepisów.
W jednym momencie przebywało na placu gry dwóch piłkarzy spoza Unii Europejskiej – to gwoli przypomnienia, bo nie wszyscy wiedzą…
– No właśnie, w efekcie mamy 6 punktów i to się dla nas liczy.
Ok, gratulacje, to kolejne pytanie..
– Już czwarte, przypominam (śmiech).
Będę się streszczał, ale wg mnie trzecie. Nie będę pana pytał o sam mecz, skoro już udało się wyciągnąć do wywiadu. Jest pan idolem wielu kibiców, po końcowym gwizdku czekają na pana setki sympatyków, to było do przewidzenia. Mnie bardziej interesuje, jak na pana osobę reagują zawodnicy z niższych lig i czy za wszelką cenę chcą ograć gwiazdę światowego futbolu?
– Z tą gwiazda to bez przesady. Na boisku? Jest rywalizacja, ja to wszystko rozumiem, każdy chce wygrać – nawet w meczu z Foto-Higieną była jedna „spina” przy linii końcowej, ale to normalne. Są emocje, jest rywalizacja, w ogóle mnie to nie dziwi. Ja jestem przygotowany na to, że nikt tutaj nogi nie odstawi i będzie chciał z nami wygrać. To nie jest tak, że przyjeżdża Łukasz Piszczek i każdy się położy na boisku, żeby oddać punkty. To mnie cieszy, bo pokazuje charakter wielu piłkarzy.
Z innej beczki. Obserwuje Pan rywalizację w wyścigu o fotel prezesa PZPN?
– Nie.
Nie interesuje Pana, kto zwycięży?
– W ogóle.
Rozmawiał Peka
