
2 maja na Stadionie Wrocław odbędzie się walne zgromadzenie sprawozdawczo-wyborcze delegatów Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej, podczas którego głównym punktem będzie wybór prezesa na kolejną kadencję. W grze jest dwóch kandydatów – obecny sternik lokalnego futbolu Andrzej Padewski oraz Jędrzej Koziński (syn Jerzego – byłego prezesa DZPN). Jak na ostatniej prostej wygląda kampania, jak przebiegać będą wybory, w jakiej kondycji jest lokalny futbol i co należy w nim usprawnić? Zapytaliśmy faworyta batalii o fotel prezesa Andrzeja Padewskiego.
Jest stres przed niedzielnym zgromadzeniem? Emocje, niepokój?
ANDRZEJ PADEWSKI: – Każda tego typu sytuacja generuje stres, jak zresztą w sporcie, w piłce nożnej, trzeba stanąć naprzeciwko delegatów i przekonać ich do swojej dalszej wizji rozwoju lokalnej piłki. Udowodnić, że ostatnie lata były udane, ale również pokazać, że kolejne będą równie udane. Poza tym jestem tylko człowiekiem – tak, lekki stres jest.
Serio? 21 lat w strukturach DZPN-u, kilka dobrych w roli wiceprezesa PZPN, czym tu się stresować?
– Mówię tutaj o pozytywnym stresie, adrenalinie towarzyszącej samej sytuacji. Żeby była jasność, nie rozmawiamy o strachu, jestem doświadczonym menadżerem, przeszedłem wszystkie szczeble w DZPN-ie od trenera kadr młodzieżowych, dyrektora biura, wiceprezesa i w konsekwencji prezesa. Jak przypomnę sobie, co zastaliśmy na początku, a w jakim miejscu teraz jesteśmy, to nie mam najmniejszych wątpliwości, że znajdujemy się w zupełnie innym świecie. Udało się wprowadzić sporo innowacyjnych projektów. Wymienię choćby kilka z ostatniego okresu. Badania lekarskie. 7 lat pracy przyniosło skutek, bo udało się zmienić ustawę w tym zakresie i doczekaliśmy się ułatwień: seniorzy oświadczają, że są zdrowi i mogą grać w piłkę, natomiast dzieci badają się u lekarza pierwszego kontaktu, co wyklucza wyimaginowane badania u lekarza sportowego za kilkadziesiąt złotych i fikcję na dokumencie. Kolejna modyfikacja? 6 zmian w piłce amatorskiej. Pamiętam, jakie było larum, gdy pierwsi w Polsce to wprowadzaliśmy, a potem kolejne związki ten pomysł kopiowały. Mówiono – Padewski, łamiesz przepisy, a ja po prostu – wzorem krajów cywilizowanych – wprowadziłem koncepcję gry większej liczby zawodników. Komu to przeszkadza? Sędzia odnotuje trzy nazwiska więcej, doliczy 30 sekund za każdą ze zmian do podstawowego czasu gry, a Kowalski, czy Nowak w niedzielę pobiegają po boisku, zamiast zaliczyć wycieczkę krajoznawczą. Dalej: wprowadziliśmy elektroniczną obsługę delegacji sędziowskich, wymyśliliśmy ryczałty sędziowskie, wprowadziliśmy zryczałtowane opłaty klubowe. Żeby była jasność – nie zrobił tego sam Andrzej Padewski – ale grono pasjonatów piłki i mamy się czym chwalić, bo część projektów przejął choćby PZPN jako wzorcowych. Zresztą, pracuję do dziś w piłkarskiej centrali i wiem, co mówię. To nie są moje przechwałki, to zdanie poważnych ludzi zarządzających naszym futbolem.
Prezesa Zbigniewa Bońka też? Dobrze Wam się razem pracowało? Ucieszył się Pan, gdy usłyszał, że kolega z pracy został wiceprezydentem UEFA?
– No jasne, wysłałem mu esemesa o treści – jestem dumny. Odpisał w swoim stylu, ale to nie jest do cytowania (śmiech). Pracowało nam się dobrze. W kwestiach zawodowych to fachowiec, konsekwentny w działaniu, zupełnie jak na boisku. Poza biurem – przyjaciel, dobry człowiek.
„Piłki amatorskiej nie byłoby bez samorządów” – to pana słowa. Jaka jest ich rola?
– Kluczowa. Wsparcie finansowe, rozwój infrastruktury, finansowanie sportu młodzieży. Byłem ostatnio w Miękini, wójt wybudował tam świetnie miejsce do uprawiania sportu, Dzierżoniów za chwilę będzie miał nowy obiekt, Świdnica już ma świetne warunki, Ząbkowice Śląskie od lat wspierają futbol, mógłbym tak wymienić wiele gmin i miejscowości, ale nie mamy na to czasu, a nie chcę też kogoś pominąć.
Trzeba panu oddać, że zna pan chyba każde boisko na Dolnym Śląsku, zresztą widać to po liczbie zdjęć publikowanych w mediach społecznościowych…
– A niektórzy twierdzą, że to lans przed wyborami (śmiech). Znam, to prawda, po prostu lubię, a co, chce pan mnie przetestować?
Nie planowałem, ale chętnie. Zespół z Chełma, nazwa, liga, miejsce w tabeli?
– Proste. Zryw, B-klasa, grupa legnicka, dokładnie 3, końcówka tabeli. Chyba przedostatnie miejsce. Wiem, bo często jestem w tamtych rejonach, nie tak dawno doszło do zmiany władz w strukturach podokręgu, więc działamy mocno w terenie.
Szczerze?Sprawdzę po wywiadzie, ale skoro jesteście często w terenie, to chyba widzicie, że mało tam sędziów piłkarskich. Dlaczego?
– Tu rzeczywiście jest sporo do zrobienia. Do dziś nie wiem, dlaczego nie przyniósł efektu mój autorski program sędziego klubowego. Przeszkoliliśmy 350 arbitrów, wie pan ilu dziś biega po boiskach z gwizdkiem lub chorągiewką?
Pewnie z pięćdziesięciu?
– Zero. I to jest porażka. Nie udał mi się ten projekt. Biorę na klatę. Kupiliśmy wszystko – kartki, gwizdki, chorągiewki, zorganizowaliśmy szkolenia. Szkoda. Dziś mamy deficyt arbitrów, ale nie składamy broni – są nowi szefowie sędziów w Legnicy, Jeleniej Górze, Wałbrzychu, wszystkim zarządza doświadczony Marian Pyzałka. Bywam na ich szkoleniach i widzę, ile energii wkładają, by zachęcać młodych ludzi do pracy z gwizdkiem, ale powtórzę – chętnych jest niewielu. A jak już są, szybko rezygnują – trzeba mieć mocny charakter, żeby przejść wszystkie szczeble sędziowania, a młodzi ludzie często nie wytrzymują presji tzw. trybun.
Ok, ale co robić, żeby tak nie było?
– Marzy mi się taki projekt – i będę całkiem serio – żeby z automatu wydać licencję wszystkim zawodnikom od czwartej ligi w dół. Poparte krótkim szkoleniem z podstaw. Wielu piłkarzy w tych ligach to ludzie z nazwiskami. Dlaczego taki Gancarczyk nie miałby gwizdać w okolicy meczów juniorskich, czy nawet seniorów? Zawodnicy czuliby respekt – w końcu przyjechał Pan piłkarz. Może zaproszę zawodników do takiego projektu. Uważam zresztą, że najważniejsze jest sędziowanie w grupach młodzieżowych, dlaczego? Bo tam to praktycznie nie funkcjonuje, dlatego kolejną kadencję ogłosimy pod nazwą „piłki młodzieżowej”. Będziemy chcieli organizować jak największą liczbę turniejów, również dla drużyn niezrzeszonych. Musimy podwoić liczbę dzieci biegających za piłką. Dlaczego? Bo widzimy w jakich składach po latach występują drużyny w A i B-klasach. Często kończą swoje funkcjonowanie nie ze względu na brak kasy, a właśnie zawodników.
Płynnie pan przeszedł od sędziów na poziomie amatorskim do piłkarzy…
– Bo taka jest piłka. Zespół naczyń połączonych.
Byliście dość konsekwentni wobec licencji dla klubów grających na poziomie amatorskim. Nie spełniasz wymogów, nie grasz! Wielu osobom to przeszkadzało, bo potrafiliście nie dopuścić klubu do rozgrywek lub dać ostre ultimatum. Nie zapłacicie w niedzielę za to?
– Ale za co? Że uczciwie wykonywaliśmy swoją robotę. Proszę pojechać na obiekty czwartych lig, czy okręgówek. Przyjemnie się ogląda mecze, nie trzeba kibicować z wysokości opon po starym żuku i można usiąść na wygodnych krzesełkach. Zresztą, to także, a może przede wszystkim, kwestie bezpieczeństwa. Taka ciekawostka – jesteśmy jedynym krajem na świecie, który na poziomie amatorskim stawia wymogi.
Przejdźmy do 2 maja. Pana kontrkandydat – Jędrzej Koziński – pana zdaniem – przemyślał swoją decyzję walki o fotel prezesa, czy spontanicznie zdecydował o starcie w wyborach?
– Dobre pytanie. Jak czytam, jaką posiada wiedzę na temat klubu, z którego uzyskał mandat, to zastanawiam się, czy wie, gdzie leży Parchów.
To akurat nie ma znaczenia w kontekście przepisów. Ma i może startować…
– Dokładnie, to prawa demokracji. Pytanie tylko, kto to kupi – start last minute i wszędzie hasła populistyczne. Słyszę z ust kandydata, że gdy pracował w Polkowicach, pozyskiwał środki zewnętrzne dla klubu. Sprawdziłem. Nie pozyskał nawet złotówki. Tyle w temacie.
Ale to wykształcony, młody człowiek, biegły rewident z dużym doświadczeniem. To jego atut?
– Tego nie wiem, wiem za to, ze biegły rewident składa zawiadomienie do prokuratury, że my jako związek niezgodnie z prawem przedstawiamy zeznania finansowe i chwilę później taką sprawę przegrywa w sądzie. Chyba każdy kolejny komentarz jest zbędny.
Sprawy finansowe macie opanowane? To główny zarzut ze strony oponenta?
– Wystarczy to sprawdzić w komisji rewizyjnej, ZUS-ie, Urzędzie Skarbowym i wszystkich instytucjach, które przez lata nas kontrolowały. Żadna z nich nie wskazała nieprawidłowości. Populistyczne hasła.
I jeszcze jeden zarzut, że wybory w obecnej sytuacji nie powinny się w ogóle odbywać w formie stacjonarnej…
– A, to dobre, słyszałem! Właśnie dzisiaj mieliśmy doniesienie do sanepidu, że organizacja zjazdu jest zamachem na życie delegatów walnego zgromadzenia. Pragnę uspokoić, że przedstawiliśmy w odpowiednich instytucjach cały plan zabezpieczenia sanitarnego tego wydarzenia, a poza tym zjazd musi się odbyć, żeby nie doszło do złamania ustawy prawa o stowarzyszeniach. O czym Pan Jędrzej powinien wiedzieć.
Jędrzej Koziński chce odwetu za sytuację z ojcem? Kiedyś z Jerzym Kozińskim stanowiliście o sile dolnośląskiej piłki, dziś wasze drogi się rozeszły, podobno Pan nie chciał powrotu Jerzego do lokalnego futbolu, to prawda?
– Po pierwsze: Jerzy Koziński uciekł z piłki amatorskiej do profesjonalnej, bo chciał dobrze zarabiać. Miał do tego prawo. Po drugie: otrzymał tytuł Honorowego Prezesa DZPN-u. Po trzecie: próbował do niej wrócić wiele razy, ale to nie Andrzej Padewski blokował jego powrót, tylko delegaci nie obdarzyli go zaufaniem. Swoją drogą tak wykształcony człowiek mógłby posiadać wiedzę, że z tytułem, który piastuje, nie musi występować o mandal z żadnego klubu na walne zgromadzenie. A tak robił w przeszłości. Start jego syna w wyborach to fanaberia, przecież on nawet nie widział, kiedy jest walne.
Rozmawiał
Łukasz Haraźny