Goliński: oczekiwania wobec nas są olbrzymie

Dawid Goliński – mieszkaniec Łoziny – przed obecnym sezonem trafił do sztabu szkoleniowego Legii Warszawa. To absolwent Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu oraz znany i ceniony trener przygotowania fizycznego. Jak pracuje mu się w stolicy Polski, czy chciałby zostać tam na stałe i czy zobaczymy go jeszcze na boisku w barwach KS-u Łozina? M.in. na te pytania odpowiedział nasz rozmówca.
Jak ci się pracuje w Legii i czy możesz potwierdzić, że to jeden z lepiej zorganizowanych klubów w Polsce?
Praca w Legii jest wymagająca i odpowiedzialna. Każdego dnia da się odczuć wymagania stawiane trenerom i zawodnikom. Legia Warszawa to największy polski klub z piękną historią. Bardzo się cieszę, że trafiłem właśnie tutaj. Mamy kapitalny zespół i fantastyczny sztab trenerski. Jeżeli chodzi o organizację, to oczywiście jest ona na najwyższym poziomie. Dzięki wszystkim osobom, które pracują na co dzień w klubie, można zadbać o wiele detali, które w dłuższej perspektywie robią różnicę.
Jak to się w ogóle stało, że tam trafiłeś. Czy to prawda, że z rekomendacji trenera Kosty Runjaicia?
– Pierwsze zapytania pojawiały się już podczas mojej pracy w Koronie Kielce. Po rozwiązaniu kontraktu w Kielcach temat pracy w klubie nabrał tempa. Sporą rolę w tym odegrał Bartek Bibrowicz, z którym znamy się od wielu lat, osoba Jacka Zielińskiego, który znał mnie ze współpracy z Dominikiem Nowakiem. Oczywiście, ostateczne zdanie należało do trenera Runjaica, z którym rozmawiałem przed podpisaniem umowy.
Jakim Kosta jest trenerem?
– Trener Runjaic, to prawdziwy Boss. Dba o każdy szczegół. Pamiętam pierwsze spotkanie z trenerem. Powiedział, że trzeba obrandować garaż, w którym trzymamy sprzęt treningowy na boisku w emblematy klubowe. To przede wszystkim dobry człowiek, który dba o relacje międzyludzkie, a dodatkowo jest świetnym trenerem. Zmienił moje podejście do treningu o 180 stopni.
Czy ma pomysł, jak w tym sezonie dogonić Raków Częstochowa?
– Kiedyś przeczytałem słowa Marka Hłaski: „Życie, które mi dano, jest tylko opowieścią, ale to, jak ją opowiem, jest już tylko moją sprawą”. Umówmy się, że po sezonie spojrzysz w tabelę, zadzwonisz i wtedy odpowiem precyzyjnie. Do póki piłka w grze..
Pamiętam pierwsze spotkanie z trenerem. Powiedział, że trzeba obrandować garaż, w którym trzymamy sprzęt treningowy na boisku w emblematy klubowe. To przede wszystkim dobry człowiek, który dba o relacje międzyludzkie, a dodatkowo jest świetnym trenerem. Zmienił moje podejście do treningu o 180 stopni.
Z którym piłkarzem Legii masz najlepszy kontakt i który twoim zdaniem zrobi największą karierę?
– Rola trenera przygotowania fizycznego jest specyficzna. Jesteśmy trochę takim łącznikiem pomiędzy zespołem, a sztabem. Często rozmawiamy z zawodnikami o tematach prywatnych, często kontaktujemy się po treningach. Dlatego, kontakt z każdym zawodnikiem mam bardzo dobry. Uwielbiam słuchać historii i żartów Artura Jędrzejczyka, z Bartkiem Kapustką pochodzimy z tego samego miasta. Moja córka nauczyła się nawet kilku żartów Pawła Wszołka, a Josue ciągle uświadamia mnie, że piłka nożna polega na myśleniu, a nie tylko bieganiu. Jeśli chodzi o karierę? Największą mieli już Artur Jędrzejczyk i Boruc. Wierzę, że jednak , że ich śladami pójdzie Maik Nawrocki. Fizycznie, to jest maszyna, gotowa na wielkie granie.
Jak ci się współpracuje z Markiem Śledziem, którego warsztat szkoleniowy miałeś okazję poznać podczas pracy w Miedzi Legnica?
– Dyrektor Śledź to znakomity fachowiec. Nie trzeba tu nic więcej mówić. Ja jednak koncentruje się na pracy w pierwszym zespole. Pomimo tego, zdarza nam się rozmawiać dość często.
Czy na co dzień czujecie presje tzw. trybun, wiadomo, że Legia ma najwięcej w kraju fanatyków?
– Zawsze powtarzam, że presję mają chirurdzy w szpitalu. Jednak, kiedy wychodzisz na murawę podczas rozpoczęcia meczu, kibice z „Żylety” śpiewają – „mistrzem Polski jest, Legia Warszawa”. Krótko mówiąc, da się odczuć w zarówno w Polsce i Warszawie, że oczekiwania wobec nas jako drużyny są olbrzymie.
Czy w Warszawie chciałbyś zostać na stałe?
– Kiedyś powiedziałem, że chciałbym pomieszkać w Warszawie. Tak się stało. Lubię to miasto, ale korki mnie przerażają. Wrocław, jednak dążę największą sympatią. Mam do tego miasta spory sentyment oraz sporo bliskich mi tam osób. Chciałbym wrócić kiedyś do stolicy Dolnego Śląska i zostać na stałe. Jednak życie trenera jest ciągle na walizkach.
Czy zobaczymy cię jeszcze na boisku w barwach KS-u Łozina?
– Niestety już nie.
Zawsze powtarzam, że presję mają chirurdzy w szpitalu. Jednak, kiedy wychodzisz na murawę podczas rozpoczęcia meczu, kibice z „Żylety” śpiewają – „mistrzem Polski jest, Legia Warszawa”. Krótko mówiąc, da się odczuć w zarówno w Polsce i Warszawie, że oczekiwania wobec nas jako drużyny są olbrzymie.
Rozmawiał
Paweł Kościółek

