Felietony

Malwina znalazła w internetach, czyli patron trzeźwości na podwójnym gazie

– Witajcie, nazywam się Paweł. Jestem duszpasterzem trzeźwości i na początku listopada wypadłem z trasy prowadząc samochód marki Kia, bo miałem we krwi 2,6 promila alkoholu.

Zatem poznajcie mojego dzisiejszego bohatera. Ksiądz Paweł – bo o nim mowa – był od lat opiekunem i współorganizatorem cyklu koncertów w jednym z konińskich kościołów. W projekcie “Trzeźwienie przez kulturę” prezentowali się muzycy, którym udało się wygrać z nałogiem. W ostatnim czasie posługę kapłańską sprawował w Brześciu Kujawskim. Co ważne pełnił też rolę patrona trzeźwości, ale jak donosi Radio Poznań.

“Ksiądz Paweł, diecezjalny duszpasterz trzeźwości, dachował pod Włocławkiem mając ok. 2,6 promila alkoholu w organizmie. Pierwszej pomocy udzielili poszkodowanemu strażacy z OSP Brześć Kujawski, którzy przekazali kapłana pod opiekę zespołu ratownictwa medycznego. Policjanci, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia ustalili, że 50-latek kierujący osobową kią, jadąc od Humlina na Brześć Kujawski w Sokołowie Parcelach nie dostosował prędkości do warunków drogowych, zjechał na pobocze i dachował. Ponieważ odniósł przy tym poważne obrażenia, więc zdarzenie z jego udziałem zakwalifikowano jako wypadek. Znany w Koninie kapłan – diecezjalny duszpasterz trzeźwości, terapeuta uzależnień – sam przyznał, że nie poradził sobie z własną słabością. Wypadek spowodował po alkoholu. Doznał przy tym złamania kręgosłupa, szczęśliwie jednak – jak sam powiedział – nie doszło do naruszenia rdzenia kręgosłupa i poważniejszych konsekwencji.” – czytamy w komunikacie.

Nie zamierzam się pastwić na księdzem, bo każdy popełnia błędy. Trochę mi go nawet żal. Nie trochę – bardzo! Na co dzień przecież tłumaczy ludziom, jak niebezpieczne jest uzależnienie od alkoholu. Tłucze do głowy, by pod żadnym pozorem nie wsiadać za kierownicę nawet po piwie. A tymczasem on wsiadł po 0,7 wódki. Tak mniej więcej. Albo nawet litrze, bo gdzieś tyle trzeba wypić, żeby wydmuchać 2,6 promila (zależy to rzecz jasna od kilku składowych jak wiek, masa ciała, ilość spożywanych posiłków w ciągu dnia). No więc żal mi księdza, ponieważ domyślam się, że może jego autorytet nieco ucierpieć. Gdyby prowadził po marihuanie, heroinie, amfetaminie, to co innego – nadal mógłby mówić, że alkohol szkodzi, a tak? Z drugiej jednak strony od dziś może używać argumentu, że chciał na własnej skórze przekonać się, jak groźne jest prowadzenie “na bańce”. Zresztą wyobraźmy sobie taką sytuację. Piątek, wieczór, w jednym z pomieszczeń na zapleczu parafii, spotkanie anonimowych alkoholików.

– Drodzy Parafianie, pamiętajcie, żeby nigdy nie wsiadać za kierownicę nawet po piwie, gdyż możecie zrobić sobie krzywdę i innym.

– Ale przecież ksiądz wsiadł po litrze wódki i wszystko jest ok.

– Prawie złamałem kręgosłup!

Kurtyna. To znaczy… sutanna.

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close