Edyta i jej punkt widzenia. Wyczynowe przygotowania do uprawiania sportu.

Czy wy też dzisiaj spojrzeliście w stronę słońca i poczuliście, że wiosna już naprawdę blisko? W ogródku powoli zaczęło żyć. Nawet wierzba daje sygnały w postaci kotków, że moja ulubiona pora roku już jest tuż tuż. I kiedy tak przechadzałam się po swoim ogrodzie, zdałam sobie sprawę, z czym się to wiąże. Mój Boże. Mój Boże! Swoje super intensywne treningi zmuszona byłam porzucić dla celów wyższych w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Gdzieś pomiędzy biegiem przez płotki za mięsem, rybą, warzywami, a skokiem o tyczce po prezenty, uznałam: ,,dość!”. Do zorganizowanej i świadomej aktywności fizycznej wrócę po świętach! Niepostrzeżenie przebudziłam się w połowie lutego patrząc na wychodzące z ziemi przebiśniegi. Chyba przebiśniegi. W sumie prawdopodobnie nie przebiśniegi. Ale jakieś cebulowate kwiatki, które kwitną początkiem wiosny. Może i przebiśniegi. Cholera wie. W zasadzie to nie ma znaczenia. Patrząc na te zielone „coś”, zdałam sobie, że czas ,,tylko jednego kawałka serniczka” trwał nazbyt długo, a ja znalazłam się gdzieś na styku jelita grubego z cienkim. Kolokwialnie wiecie gdzie. Trzy wdechy i cztery wydechy.
W szafie oczywiście nie znalazłam niczego w czym godnie mogłabym biegać po pobliskich lasach. Wszystkie dresy, w których jak sarenka biegałam jeszcze chwilę temu (to naprawdę było tak niedawno) przydało się znakomicie przy malowaniu pokoi dzieci. No i dobrze. Wieczorem jedziemy na spożywcze zakupy z T. Czy tylko spożywcze to się jeszcze miało okazać.
Kiedy koszyk wypełnił się po brzegi w wielkim markecie , ustawiliśmy się w ogromnie długiej kolejce. Szybciutko przeliczyłam liczbę wózków przed nami , pomnożyłam przez średnią artykułów, jaką każdy z nich może mieć i dostrzegłam szansę na naprawdę duże sportowe zakupy. Wykorzystałam ją rzecz jasna! Rzuciłam do T, że w sumie brakuje mi bluzy jakieś takiej bardziej sportowej, gdyby jednak udało się nam wyskoczyć w najbliższym czasie nad morze, czy w góry. Kurtuazyjnie zapytałam, czy później podejdziemy do ,,sportowego” coś mi wybrać. Stwierdził, że pewnie zajmie mi to kolejne godziny, więc może pójdę sama już teraz a on dojdzie. Jest! Jest! Jest! Bingo. Edyto jesteś genialna! Edyto sama siebie zaskakujesz! Rzuciłam tylko ,,jak coś to dzwoń”
Jasne, że lepiej byłoby wziąć urlop w pracy. Taki wiecie „top secret”. Co to ubierasz się jak do pracy, malujesz, układasz włosy w międzyczasie groźnym tonem strofujesz dzieci, żeby się pospieszyły, bo spóźnisz się do pracy. Na pytanie T, czy czeka cię trudny dzień, przewracasz oczami odpowiadasz ,,jak zawsze niestety” i ciężko wzdychasz. W taki dzień jest człowiek jest w stanie naprawdę się obkupić, wybrać to co najlepsze, przymierzyć i być pewnym, że wszystko, absolutnie wszystko jest niezbędne czyli konieczne do dalszej egzystencji. Jednak nie tym razem. Naprawdę zawalona jestem robotą, a wiosna nie poczeka .
Więc wpadłam do tego ,,sportowego”. Spodnie! Spodnie! Bluzka? Bluzka! No i ta bluzka… O…. takie małe ciężarki. No może i by się przydały. Na pewno! Z całą pewnością nie codziennie przecież będę biegać. Wiadomo! Więc może w domu z takimi ciężarkami …. Na brzuch… O kurczę… Gumy. Podobno z tymi gumami to od razu widać efekty. Mała ta guma. Spokojnie zmieści się do mojej torebki niepostrzeżenie razem ze stanikiem do ćwiczeń. Szybciej! Edyta szybciej! Kurczę taka apaszka czy jak to zwał do biegania, żeby zasłonić jednak trochę buzię, bardzo by mi się przydała na chłodniejsze dni. Dobra do kasy. Telefon. T pyta, czy długo jeszcze, bo on już skończył pakować zakupy do auta. Mission complete. Wchodzę do auta. Słodko się uśmiecham. Ale nie jestem bezduszna.
– Wiesz gdybyś jednak miał zamiar w tym roku coś kupić mi na walentynki to nie kupuj. I ja wiem, że on już wie. Że on wie, że nie powinien wchodzić na konto za nim nie napije się drinka.
A wy, moi mili trzymajcie kciuki. Jutro o 8.00 rano startuję!