Ksiądz proboszcz Rafał Cyfka: widziałem zbombardowane miasta i wsie. To bestialstwo

Ksiądz proboszcz z Parafii Św. Michała Archanioła w Długołęce to postać nietuzinkowa. Kilkakrotnie brał udział w misjach pokojowych, posiada honorowy stopień wojskowy kapitana, zna język włoski. Pomaga, ceni sobie życie wspólnoty parafialnej, współpracuje z wieloma organizacjami. Zapraszamy na wywiad z Rafałem Cyfką.
To już 2,5 roku misji w roli księdza proboszcza Parafii Św. Michała Archanioła W Długołęce. Jak czuje się ksiądz w tym miejscu?
KS. PROBSZCZ RAFAŁ CYFKA: – Pierwszy raz pojawiłem się tutaj w 2004 roku, jeszcze jako wikariusz, więc doświadczenie z tym miejscem już miałem. Część parafian właśnie z tego powodu mnie kojarzyła, więc pewnie łatwiej było mnie zaakceptować.
Jak się ma parafia pod księdza przewodnictwem w niełatwych czasach dla kościoła katolickiego? Mówiąc wprost w momencie, gdy ludzie masowo odwracają się od kościoła?
– Patrząc z perspektywy historii sytuacja w której się obecnie znajdujemy rzeczywiście nie jest łatwa. Najpierw borykaliśmy się jako społeczeństwo z pandemią COViD-19, a dziś doświadczamy konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Jeśli chodzi o Długołękę, Kamień i Byków, czyli miejscowości, które tworzą naszą wspólnotę parafialną, pracuje się bardzo dobrze. Powód? Ci ludzie chcą być przy kościele, chcą przeżywać sakramenty, zależy im na aktywnościach w ramach działań wspólnoty. Zatem mimo trudności czasów i też pewnej retoryki antykościelnej w naszej parafii idziemy do przodu.

Parafia w Długołęce – wraz ze wsparciem lokalnych sołectw i urzędu gminy w Długołęce – angażowała się od samego początku w pomoc dla uchodźców. Zorganizowaliście pikniki integracyjne, ale taż zapewniliście schronienie osobom uciekającym przed wojną. Jak to wygląda obecnie?
– Muszę podkreślić, że od samego początku to miejscowa ludność sama zaczęła się organizować, by nieść pomoc ludziom, którzy w bestialski sposób zostali napadnięci i którym zostało zabrane poczucie bezpieczeństwa i w wielu przypadkach również dobytek życia. Mnie bardzo zależało – biorąc pod uwagę zdobyte w tym zakresie doświadczenie – żeby działania pomocowe skorelowane były z pomocą niesioną przez gminę i mieszkańców. Wtedy efekt jest po prostu skuteczny. Stąd też inicjatywa pikników sołeckich – efekt oddolnych działań mieszkańców. Zależało mi, żeby parafia była bardziej partnerem tych aktywności, bo muszę podkreślić, że bardzo dobrze nam się współpracuje z różnymi organizacjami działającymi na terenie gminy, ale również z samą gminą. Przygotowaliśmy choćby przy współpracy z wójtem Wojciechem Błońskim dom parafialny gotów ugościć 20 uchodźców. On cały czas jest gotów przyjąć osoby potrzebujące, obecnie zamieszkują go 4 osoby – 17-letni chłopak oraz trzy dorosłe kobiety. Cały czas pozostaje wolnych 16 miejsc. Czekamy.


Brał ksiądz proboszcz udział w misjach pokojowych w Syrii, Iraku, czy Donbasie. Jakie to doświadczenie?
– Wyjątkowe pod wieloma względami. Trudne. Momentami straszne i przygnębiające, ale też budujące w pewnym sensie. Dlaczego? Bo w sytuacjach konfliktowych niezwykle istotne jest wspólne działanie. Integracja, Dbanie o siebie nawzajem. W Syrii zobaczyłem zniszczone Aleppo, zbombardowane miasta i wsie, ale też ogromną mobilizację i solidarność. To wyjątkowy akt odwagi, gdy zostajesz bronić kraju, choć masz możliwość wyjazdu. Ucieczki. Wzruszająca była pomoc międzynarodowa płynąca do osób objętych wojną, ale też organizacja i samodyscyplina w obozach objętych konfliktem na terenie Syrii, czy w pobliskim Libanie. Np. w Irbilu na północnym Iraku doświadczyłem, jak w skrajnych sytuacjach ludzie tworzyli kantyny, miejsca gastronomiczne, coś nawet na wzór restauracji, piekarnie, szwalnie, punkty medyczne, miejsca integracyjne, czy kapliczki. Do tego szkoły. Pamiętam dokładnie, że zorganizowano 6 szkół podstawowych, 2 licea techniczne, czy 2 uniwersytety. Wszystko w miejscu zagospodarowanych przez 5000 kontenerów mieszkalnych. Gdy w 2017 roku wróciłem z Syrii i opowiedziałem babci – która notabene przeżyła II wojnę światową – czego doświadczyłem, co widziałem i z jaką pomocą się tam udałem, usłyszałem łamanym głosem jedynie: – nam nikt tak nie pomagał.
To pokazuje tylko, jak bardzo się czasy zmieniły i jak istotna jest dziś pomoc międzynarodowa. Wsparcie materialne i informacyjne. Szybka, ale jednocześnie przemyślana i skoordynowana akcja. Myślę, że jako gmina i kraj zareagowaliśmy bardzo dobrze. Tym bardziej, że na terenie naszego kraju nie ma obozów przejściowych, to po prostu często godziwe i gotowe warunki do życia.
zależy im na aktywnościach w ramach działań wspólnoty. Zatem mimo trudności czasów i też pewnej retoryki antykościelnej w naszej parafii idziemy do przodu.
Jak długo trwały misje pomocowe z księdza udziałem?
– Były to zazwyczaj kilkudniowe wyjazdy. Po pierwsze dlatego, że dłuższe być nie mogły, a po drugie ze względów bezpieczeństwa. Osobom z zewnątrz wyjątkowo groziły chociażby porwania dla okupu. Pomoc z naszej strony była celowa, dedykowana. Jechaliśmy z konkretnymi działaniami. Przywoziliśmy żywność, leki, organizowaliśmy spotkania, wspieraliśmy mieszkańców w codziennych czynnościach. Jak tylko zrobiliśmy swoje, wyjeżdżaliśmy. Mieliśmy świadomość, że jeśli zostaniemy uprowadzeni w państwie islamskim, grozić nam będą duże problemy prawne, czy finansowe.
Doskonale pamiętam wyjazdy do Donbasu. Kiedy w naszym kraju niewiele się jeszcze mówiło o konflikcie u naszych wschodnich sąsiadów, ja doświadczyłem go na własnej skórze. Niosłem pomoc w miastach ogarniętych bezpośrednim konfliktem, będących na pierwszej linii frontu. Widziałem jak nad głowami mieszkających tam ludzi, rodzin, przelatują bomby i pociski nieprzerwanie przez wiele godzin. Proszę pamiętać. Dramat Ukrainy nie trwa od kilku miesięcy. Tylko od 2014 roku. To bestialstwo ze strony agresora, bo tak nazywam atak na bezbronnych ludzi. czy wypełnianie zabawek ładunkami wybuchowymi i dostarczanie ich dzieciom, by nieświadome ginęły w objęciu pluszaków.

Czy konflikt na Ukrainie potrwa księdza zdaniem długo i jaki będzie jego finał?
– Tego nikt z nas nie wie, Media informują, że może trwać nawet kilka lat. Oby nie. Będę się za to modlił, bo w trakcie wojny nie ma zwycięzców. Wszyscy są przegrani.
Gdy w 2017 roku wróciłem z Syrii i opowiedziałem babci – która notabene przeżyła II wojnę światową – czego doświadczyłem, co widziałem i z jaką pomocą się tam udałem, usłyszałem łamanym głosem jedynie: – nam nikt tak nie pomagał.
W pierwszych latach posługi kapłańskiego odbył ksiądz staż we Włoszech. Dobrze ksiądz wspomina ten okres?
– Doskonale. Nauczyłem się języka, choć spędziłem tam zaledwie 7 miesięcy, mimo że wyjeżdżałem na 3 lata. Musiałem wrócić ze względu na panujące tam warunki. Mieszkałem na wyspie w Wenecji. Chłodnej i wilgotnej. Łatwo było tam o choroby.

Zatem na koniec. Posiada ksiądz stopień wojskowy, jak udało się go uzyskać?
– To jest tytuł honorowy. Jestem kapelanem Piłsudczyków w związku Piłsudczyków RP i tam zostałem uhonorowany stopniem kapitana. Ma to wyłącznie wymiar prestiżowy.
Rozmawiał
Paweł Kościółek