Karolina Orłowska: sołtys w XXI wieku

11 marca świętowałam mój czwarty Dzień Sołtysa. Kiedy koledzy i koleżanki walczą z wypaleniem zawodowym, ja jestem spanikowana, że są rzeczy których nie zdążę zrobić w tej kadencji. Moja głowa jest pełna pomysłów, mam kolejne plany i marzenia. Chciałabym podzielić się z wami subiektywnymi odczuciami, czym dla mnie jest praca sołtysa/sołtyski. Zapraszam!
Pochodzę z niewielkiego miasta na Dolnym Śląsku. Studia, rodzina i praca sprawiły, że trafiłam do Brzeziej Łąki. I tak spełniło się marzenie małej Karolinki – zamieszkałam na wsi! Jako dziecko jeździłam do rodzinnej wsi, której wujek był sołtysem. Pamiętam tę imponującą, czerwoną tabliczkę na domu. Czułam dumę. Wujek prowadził gospodarstwo, hodował świnie, krowy, kury i kaczki i ogarniał sprawy mieszkańców. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że kiedyś… no właśnie.
Jestem sołtyską mieszkającą w bloku i zazwyczaj biegająca w szpilkach.
Wieś się zmieniła, to i wizerunek sołtysa/sołtyski znacznie odbiega od tego sprzed kilkudziesięciu lat. Zwykle urząd piastowała osoba, która mieszkała w danej wsi od zawsze. Sołtys był kojarzony z mężczyzną z wąsem i w gumofilcach, a sołtyska z dojrzałą kobietą w chuście. Ale kobieta-sołtyska w tamtych czasach to raczej była rzadkość. Obecnie dużą część znajomych po fachu stanowią właśnie Panie. I wbrew pozorom nie dlatego, że nudzi nam się w domu, albo brakuje zajęcia. Nic z tych rzeczy! Ale właśnie dlatego, że chcemy mieć wpływ na otoczenie. W Brzeziej Łące od 2007 r. rządzą kobiety. Teraz moim mieszkańcom trafiła się bardzo charakterna sołtyska (tak słyszałam). Kocham moją wieś i moich mieszkańców i dla nich będę walczyć dopóki będą chcieli, a mi wystarczy sił. Moje dzieci zastanawiają się, które z nich zostanie sołtysem/sołtyską, jak ja już nią nie będę. Tłumaczę im wciąż, że to nie jest monarchia i nic nie dane jest za nazwisko. Zdarzają się momenty, kiedy chciałabym zamknąć się w domu, wyłączyć telefon i nie słyszeć o problemach. Na szczęście tylko „zdarzają się” i są to „momenty”. Bo nie zawsze jest pięknie i słodko, ale w chwilach kryzysu myślę sobie, co osiągnęłam, czego się nauczyłam, jak zmieniła się nasza wieś i czego jeszcze można dokonać. Nie wyobrażam sobie bycia gdzieś indziej, to jest ten czas i to jest to miejsce.
Najważniejszym obowiązkiem dla mnie jako sołtyski jest realizacja funduszu sołeckiego. I w tym temacie muszę być trochę prawniczką, księgową, urzędniczką, mówczynią, sędzią. Na szczęście rok temu po raz pierwszy pojechałam na ogólnopolskie szkolenie sołtysek i sołtysów zorganizowane przez „Fundację Wspomagania Wsi”. Poznałam wiele osób z ciekawymi pomysłami, podobną dawką entuzjazmu i chęci, a co najważniejsze z ogromną wiedzą, jakiej potrzebowałam. Każde kolejne spotkanie to dla mnie zastrzyk energii. W obecnych czasach mamy dostęp do wiedzy na wyciągnięcie ręki, są szkolenia, prasa (np. Gazeta Sołecka), w internecie wiele publikacji – sołtysi nie wahajcie się i korzystajcie z tego. Jest lżej, jak się wie więcej. Funkcja sołtysa nie musi być 5-letnim obowiązkiem, odliczaniem dni do końca kadencji, a czasem spożytkowanym na zrobienie czegoś dobrego i ważnego. Może z globalnej perspektywy nie dokonamy czegoś spektakularnego, ale w odniesieniu do naszej społeczności, będzie to coś wielkiego. Dla mnie niezapomnianym wydarzeniem była wspólna akcja dwunastu sołtysów i sołtysek z gminy Długołęka wraz z liderem Gminnych Aktywistów-Leszkiem Kędziorem z 2021 roku. Chcieliśmy rozkręcić zbiórkę na rehabilitację syna naszego kolegi sołtysa i… „wystawiliśmy się” na licytacje. Efekt? Zebraliśmy ok. 15 tysięcy złotych, ale ważniejsze było to, że rozgłosiliśmy w mediach – nie tylko społecznościowych – zbiórkę i pasek dość szybko pokazał 100%. Jeśli to, że jestem sołtyską ma przyczynić się do faktu, że można pomóc potrzebującej istocie, to nie trzeba mnie (w ogóle) namawiać.
Jak rozmawiam z innymi sołtysami i sołtyskami, największym problemem jest wyciągnięcie ludzi do wspólnych akcji. Mimo że mamy technologie i możliwości informowania, odzew bywa znikomy. Musicie się zgodzić, że w temacie „czynów społecznych” kiedyś było lepiej. Jak mieszkańcy nie zrobili czegoś wspólnie, to po prostu tego nie było. Co byście doradzili nam sołtyskom/sołtysom, w jaki sposób dotrzeć do mieszkańców i zaktywizować ich? Poświecę temu osobny temat.
Wiadomo również, że zajmując jakiekolwiek stanowisko: sołtyski, dyrektorki, wójta, nie każdy będzie nas popierał I lubił. Każdy jest inny. Raz usłyszałam od kolegi „nie lubię Cię, ale jeszcze z Tobą rozmawiam”. I przyznaję, że to były wspaniałe szczere słowa. Bo nie musimy się lubić, ale musimy się szanować.
Drogie Sołtyski, drodzy Sołtysi, życzę Wam powodzenia w działaniu. Nie bójcie się marzyć, bądźcie odważni i nie dawajcie podciąć sobie skrzydeł.
Włodarze-wspierajcie swoich sołtysów, doceniajcie ich zaangażowanie.
Mieszkańcy – to co robimy, robimy to dla Was. Jednemu wychodzi to lepiej, innemu gorzej. Zamiast „wieszać psy”, może wystarczy pomóc swojemu sołtysowi? Nie wszystko jest w stanie ogarnąć jedna osoba.
Karolina
Karolina Orłowska (ur. – nie tak dawno), od 2019 roku sołtyska Brzeziej Łąki, inicjatorka wielu lokalnych projektów, mama Dominiki i Andrzeja. Miłośniczka szybkich samochodów i czerwonych szpilek (lub na odwrót). Absolwentka Politechniki Wrocławskiej, w wolnych chwilach publicystka portalu podwrocławskie.pl. Niestrudzona optymistka
