Felietony

Początek.

Uroczy drewniany dom na skraju lasu. Cisza jaka panuje kiedy wysiada z auta nie jest jednak powodem do spokoju. Wysiadając z auta zastanawia się czy ta wszechobecna cisza nie będzie jednak przyczynkiem do zbyt intensywnych rozmyślań, rozbudzania okropnych wspomnień, które rodzina, którą wiozła jeszcze chwilę temu były codziennością. Ta cisza towarzyszyła już w aucie.

Przecież tak trudno włączyć muzykę, kiedy dla nich moment temu jedynym wyczekiwanym dźwiękiem, choć tak bardzo niechcianym, był dźwięk syreny a chwilę później odgłos bomb. Tak trudno zacząć zwykłą rozmowę. Jak mówić o sprawach zwykłych, kiedy chwilę wcześniej powiedzieli, że musieli zostawić chorą matkę przykutą do szpitalnego łóżka? O wojnie mówić nie wolno. Więc stara się mówić o niczym. Wolniej, spokojniej niż zwykle żeby nie odkryć jak jej samej jest trudno. Zadaje nic nie znaczące pytania. ,,Aleksander masz prawo jazdy?” W odpowiedzi słyszy, że miał zamiar. Nie zdążył. Wprowadza ich do obcego domu. Cały dobytek zmieścił się w czterech plastikowych reklamówkach.

Pokój dla nich przygotowany jest na pierwszym piętrze. Drewniane schody trzeszczą pod nogami. Duży, jasny przestronny. Gospodarze pomyśleli nawet o pluszaku zostawionym na poduszce na małym łóżku dla sześciolatki . To nie jednak ten sam, który miało to dziecko w domu. Obcy. Nie pachnie wspomnieniami i domem. W pośpiechu przed kolejnym nalotem brali to co najpotrzebniejsze. Czy uda Ci się go pokochać mało dziewczynko z brązowymi oczami? W drugim kącie pokoju większe łóżko dla rodziców. Oboje uciekali przed zagładą. Pościel świeża, wyprana i wyprasowana. Obca? Szorstka? A może to będzie pierwszą przespaną noc od dłuższego czasu? Uszykowano dla nich nawet drugi pokój. Taki dzienny. Tylko łazienka i kuchnia wspólna.

Gospodarze sympatyczni, w oczach strach i niepewność. Boją się zadawać pytania. Pośredniczka sama mówi o sprawach, które może i chcieliby zadać. Daje dokumenty do wypełnienia, wgrywa aplikację na telefon do tłumaczenia, mówi o szkole dla małej, pyta w czy w sąsiedztwie są jakieś dzieci. Zapewnia o pomocy. Gdyby coś się działo jest dostępna 24 godziny. Wychodzi. Zamyka drzwi. Czy ludziom których zostawiła, na nikt nie wie ile, w obcym miejscu uda się za jakiś czasem doznać odłamków szczęścia? Czy obcy ludzie choć z sercem wielkim mogą stać się choć iluzją rodziny? Jak układać sobie życie skoro nie chcesz go tu układać? Jak planować jutro, kiedy jutro jest niewidomą.

A przecież mieli marzenia, chcieli wyjechać na trochę nad morze. A przecież mieli plany pomalować pokój, kupić kredens. A przecież byli szczęśliwy, nie oczekiwali zbyt dużo. Chcieli oddychać spokojnie, cieszyć się nadchodzącą wiosną, smakiem świeżo upieczonego ciasta, zadzwonić ,,po nic” do siostry. Przecież ułożyli sobie już jakoś życie. Te wszystkie małe, nieznaczące sprawy, problemy, marzenia zostały im skradzione. Wyrwane. Nieodwracalnie.

Edyta

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close