Wolfinger: są w gminie lepsze gagatki ode mnie

Znają go wszyscy. Wpływowi ludzie świata sportu, politycy, prominentni działacze, lokalna społeczność. Kochają dzieciaki – za warunki do sportu, które im stworzył, rodzinną atmosferę i nieustanny uśmiech na twarzy. A on jest nadal skromny, nieśmiały i zapracowany. Gdy udzielał wywiadu naszemu portalowi, w międzyczasie odgarniał śnieg z boisk, mimo siarczystych mrozów na zewnątrz. Przed wami Zbigniew Wolfinger. Postać wyjątkowa.
Przede wszystkim ogromne gratulacje odebrania tytułu Honorowego Obywatela Gminy Czernica. To musi być dla Pana wyjątkowy moment!– Zbigniew Wolfinger: – Dziękuję bardzo, aczkolwiek jestem przekonany, że ktoś się pomylił. Chyba nie mieli kogo wybrać i padło na mnie. Są w gminie lepsze gagatki ode mnie (śmiech).
Jest Pan wyjątkowo skromny. Tytuł w opinii wielu fachowców zdecydowanie się Panu należał. Od lat działa Pan na rzecz lokalnej społeczności, aktywizuje młodzież, wspiera seniorów. Długo by wymieniać.
– To z przyzwyczajenia. Od młodych lat byłem aktywistą i działania na rzecz drugiego człowieka nigdy nie były mi obce. Czasy są inne, ludzie również się zmieniają, ale na całe szczęście mi nadal się chce, a co najważniejsze, potrafię znaleźć wspólny język choćby z obecną młodzieżą, albo inaczej – ona potrafi jeszcze mnie akceptować.
No właśnie. W Łanach stworzył Pan bazę sportową z prawdziwego zdarzenia, będącą dla młodych ludzi centrum sportowym w okolicy. Cieszy Pana widok dzieci biegających za piłką?
– Przede wszystkim czuję ogromną frajdę, gdy ten obiekt żyje. Gdy ludzie wypełniają go swoją radością i pasją do sportu. Wtedy mam przekonanie, że dobrze zrobiłem. Że inwestycja była trafiona i dziś daje satysfakcję nie tylko mi, ale też okolicznym mieszkańcom. Jasne – kosztuje to wiele pracy, zasuwamy całą rodziną dzień i noc, by obiekt profesjonalnie funkcjonował, ale taka jest cena prowadzenie tego typu działań. Nie żałuję. Jestem dumny z tego miejsca i ze wszystkich osób, które je tworzą.
Pana syn – Paweł – również angażuje się w pomoc przy prowadzeniu ośrodka. Pewnie bez niego byłoby ciężko…
– Mamy jasny podział obowiązków. Paweł jest od spraw teoretycznych, ja – praktycznych. Ja jestem takim gospodarzem – tu coś naprawię, po drodze zepsuję, ale finalnie jest ok. Dobrze się uzupełniamy, choć wiem, że mój syn to człowiek wyjątkowo zapracowany. Jak zresztą wszyscy młodzi ludzie XXI wieku. U mnie nastała emerytura, więc mam więcej czasu na doglądanie własnego podwórka. Lubię to.

Nie ma Pan czasami dosyć?
– Nie. Zmęczony jestem, to fakt. Ale gdy pamiętam, co działo się tutaj w latach 80-tych, cieszę się, że wypełniliśmy tę niszę w postaci braku obiektów sportowych w okolicy. Mogę to dziś powiedzieć – zrobiliśmy coś z niczego i to jest główny powód do dumy. Tu naprawdę niczego nie było – tereny bagienne, pięknie położone, ale nic poza tym. I my je wyjątkowo zagospodarowaliśmy. Mam nawet poczucie, że zgodnie z wolą natury. Nie wiszą nad nami potężne dźwigi deweloperów, których dzisiaj pełno wokół, za to unosi się wyjątkowa aura spokoju i duża dawka świeżego powietrza. I niech tak zostanie już zawsze. Prawdziwa enklawa.
Trzy pełnowymiarowe boiska i jedno mniejsze typu orlik, do tego hala. Imponujące.
– Tak, a dodam jedynie, że wszystkie płyty są naturalne. Nie budowaliśmy sztucznych, choć mogliśmy. Mieliśmy już nawet dogadaną sprawę, ale ostatecznie się nie udało. Pewnie jedna taka by się przydała. Z drugiej strony… Dla takiego konserwatysty jak ja, naturalna gleba to talizman. Kiedyś – mam nadzieję – docenią to również dzieci, które rozwijać się będą w prawidłowy sposób, bez schorzeń stawów, kości oraz innych dolegliwości organizmu.
Czy piłka to jedyna pasja, czy oddaje się Pan innym dyscyplinom sportu?
– Dobre pytanie. Ogólnie lubię sport, ale nie oszukujmy się – na punkcie futbolu wszyscy w rodzinie mamy hopla. To jest swego rodzaju choroba – nieuleczalna. Swego czasu nawet drużyna oldbojów była jedną z czołowych w kraju, bo po prostu chętnie zawodnicy „po karierze” przychodzili do nas dla fanu grać w piłkę. A, że przy okazji wykręcali świetne wyniki, to tylko mnie cieszyło. Walczyliśmy o najwyższe trofea w kraju, potem jednak głównie koncentrowaliśmy się na szkoleniu młodzieży i na rozwoju potencjału młodych adeptów futbolu.
A obiekty w Łanach wynajmujecie również grupom komercyjnym?
– Kiedyś tak, ale dziś Łany mają już tak sporo grup młodzieżowych, że przede wszystkim dbamy o zabezpieczenie im odpowiednich warunków do treningu. Znając jednak moją słabość do pasjonatów sportu – nie odmówię nikomu, pod warunkiem, że dzieci będą priorytetem.
Co Pan teraz robi, bo mimo późnej pory słyszę głosy trenującej młodzieży…
– Wie pan… odśnieżam boisko, żeby dzieciaki rano miały po czym biegać. A w tle? Trening młodzików w hali!
Rozmawiał
ŁUKASZ HARAŻNY